Jedna z opowieści głosi, że kiedy Sydonia zjawiła się na zamku jako dwórka księżniczki Amelii, mężczyźni stracili dla niej głowę, a Ernest z miejsca się oświadczył i został przyjęty. Jednak rodzice i rada książęca szybko wybiła mu z głowy ten mariaż. Druga mówi, że to ojciec Ernesta zawrócił jej w głowie, a potem pod naciskiem żony musiał w końcu pozbyć się kochanki. Zrozpaczona dziewczyna, jak chce legenda, zdecydowała się na opuszczenie dworu, ale wcześniej rzuciła w gniewie: „Nie minie pół wieku, a cały wasz ród wyginie!”. Historia ta została opisana w niezwykle modnej w XIX wieku, gotyckiej powieści „Sidonia von Bork – die Klosterhexe” Johanna Meinholda. Przetłumaczona na angielski książka przez matkę Oscara Wilde’a zainspirowała malarza prerafaelitę Edwarda Burn-Jonesa, która stworzył portret Sydonii.

Wiadomo na pewno, że w 1560 roku Sydonia z siostrą Dorotą wróciły do swego rodzinnego domu zwanego Wilczym Gniazdem, a książę Filip zmarł. Przeżycia na dworze Gryfitów bardzo źle wpłynęły na psychikę młodej kobiety, podobno stała się kłótliwa, nieznośna w obejściu, złośliwa. Nie pomogły też sprawy domowe – brat Ulrich zagarnął spadek sióstr, więc Sydonia rozpoczęła walkę w sądach o odzyskanie należnych im pieniędzy. To wtedy Ulrich zaczął rozpuszczać plotki o rzekomych czarach siostry, konszachtach ze znachorkami, rzucaniu uroków i tym podobnych sprawkach.

Przedstawiciele rodu Gryfitów

Tym łatwiej mu wierzono, gdy ród Gryfitów zaczął faktycznie wymierać – zmarli wszyscy synowie Filipa I: pięciu mężczyzn w kwiecie wieku odeszło bezpotomnie z nieznanych przyczyn. Na Pomorzu coraz głośniej mówiło się o klątwie odrzuconej Sydonii, ta znowuż tułała się po domach krewnych nie zagrzewając nigdzie dłużej miejsca, procesując nieustannie z bratem i uprzykrzając życie innym swym ciętym językiem. W 1604 roku osiadła w zakładzie dla panien w Marianowie, gdzie już po roku pensjonariuszki zaczęły oskarżać ją o czary, a w okolicy zaczęło dochodzić do niewyjaśnionych i częstych zgonów.

List Sydonii von Borck do księcia szczecińskiego Filipa II – skarga na współtowarzyszki w klasztorze w Marianowie

Pierwszy proces o czary odbył się w 1612 roku, ale nic jej wówczas nie udowodniono. Sprawa wróciła siedem lat później – 18 października 1619 roku rozpoczęto przesłuchania starej już kobiety na Zamku Odrzańskim w Grabowie. Sędziowie postawili jej 74 zarzuty o czary i trucicielstwo. Najcięższym oskarżeniem była klątwa rzucona przed niemal 60 lat wcześniej – potraktowano ją bowiem jako przestępstwo polityczne. Sydonia nie przyznawała się do niczego dopóki nie zastosowano „ostrego postępowania”. Rozciągnięto ją na ławie tortur, a nogi zamknięto w hiszpańskich butach. Oskarżyciel czytał po kolei zarzuty, kat dokręcał śruby, a nieszczęsna kobieta przyznawała się do wszystkiego. Potem odwoływała zeznania, więc znowu ją torturowano. Trwało to wszystko ponad trzy tygodnie, wreszcie stało się dla niej jasne, że tak czy inaczej nie ocali życia. Przyznała się znów do winy, a sędziowie skazali ją na śmierć. Najpierw miała być wleczona po placu, potem trzymana w kleszczach, wreszcie ścięta, a jej ciało spalone.

„A teraz dajcie mi umrzeć” – miała powiedzieć swym oprawcom.

Pod koniec lata w 1620 roku 80-letnia Sydonia została ścięta toporem przy Bramie Młyńskiej w Szczecinie. Prochy wrzucono do Odry.