Polscy związkowcy twierdzą, że plan UE zmierza po prostu do dekarbonizacji i zamknięcia polskich kopalń i elektrowni. Jednak Polska, dzięki aktywnej postawie rządu i premiera Mateusza Morawieckiego, uzyskała w UE tzw. rabat klimatyczny, dzięki czemu naszą energetykę i górnictwo będziemy zmieniać we własnym, dogodnym dla naszego kraju tempie a nie w sposób narzucony z zewnątrz. Zaplanowany przez nas kierunek polityki energetycznej zakłada zwiększenie wykorzystania źródeł nisko- i zeroemisyjnych, ograniczone wpływem sektora na środowisko. Zależy nam jednocześnie na tym, aby ta transformacja przeprowadzona została w sposób bezpieczny i sprawiedliwy.

A to oznacza, że nie ma mowy o szybkim odchodzeniu od węgla, który daje Polsce bezpieczeństwo. Zwłaszcza że popyt na węgiel na świecie nadal jest duży. Zgodnie z raportem Międzynarodowej Agencji Energii World Energy Outlook, w horyzoncie nadchodzących 20 lat światowy popyt na węgiel wyniesie niemal tyle co obecnie tj. ok 6 mld ton rocznie, a jego udział w energii pierwotnej będzie oscylował na poziomie ok. 25 procent. Wiele krajów stawia na to paliwo jako na gwarant bezpieczeństwa energetycznego. Tymczasem w krajach UE, które tak mocno stawiają na OZE są poważne problemy z dostawami energii.

- Francuska minister boi się zimy i ostrzega przed ograniczeniami w dostawach prądu. Pospiesznie i chaotycznie realizowana polityka klimatyczna obudziła problemy, o których Europa już dawno zapomniała

zaznacza Izabela Kloc, poseł PiS do PE.

- Sprawa we Francji jest na tyle poważna, że zapowiedziano nawet negocjacje z niektórymi energochłonnymi branżami na temat tymczasowego wstrzymania produkcji. W październiku głośnym echem odbiła się informacja o nieoczekiwanych konsekwencjach zamknięcia elektrowni atomowej Fessenheim. Ten najstarszy we Francji jądrowy blok energetyczny mógł działać jeszcze przez co najmniej dwie dekady, ale został wyłączony pod presją ekologów.

Nałożyło się na to kilka dni bezwietrznej pogody i Francję dotknęły zakłócenia w dostawach energii. Swoje zrobił też koronawirus, który opóźnił prace konserwacyjne i przeładunek paliwa w pozostałych blokach jądrowych. W efekcie kraj, który jest w awangardzie Zielonego Ładu, musiał przeprosić się z węglem i wznowić produkcję prądu w tradycyjnych elektrowniach. Jest to rozwiązanie doraźne. Ostatnie cztery elektrownie węglowe we Francji mają zostać zamknięte w 2022 roku.

- Jeśli rząd w Paryżu chce dotrzymać politycznych obietnic dotyczących Zielonego Ładu, a jednocześnie zagwarantować obywatelom niezakłócone dostawy prądu, musi pilnie znaleźć nowe źródła energii elektrycznej - uważa europosłanka.

- W podobnej sytuacji jest więcej krajów. Belgia chce odejść od atomu w 2025 roku. Taka była cena Zielonych, którzy weszli do nowego rządu. Niemcy żegnają się z energetyką atomową do 2022 r. Nie stoją za tym przesłanki technologiczne i środowiskowe, a wyłącznie decyzje polityczne. Elektrownie jądrowe praktycznie nie emitują gazów cieplarnianych i są bezpieczne w eksploatacji, ale przeszkadzają zielonym radykałom w ich wizji świata. Jednak tracą one swój ideologiczny urok kiedy dyskusja schodzi na poziom techniczny. OZE nie mogą pracować przez cały czas. Są uzależnione od pogody i nie da się magazynować energii pozyskanej w ten sposób. Ze względu na niestabilność OZE, operatorzy systemów energetycznych muszą utrzymywać w stanie ciągłej gotowości elektrownie węglowe, gazowe czy jądrowe. Na unijnych salonach jest to jednak temat tabu. O zawodności Zielonego Ładu dowiadujemy się mimochodem, na przykład kiedy druga potęga UE zaczyna się bać lekkiej zimy



Artykuł pochodzi ze strony filarybiznesu.pl