Skontrolowali Stadion Śląski

Na wtorkowej konferencji prasowej posłowie KO Wojciech Król i Aleksander Miszalski przedstawili wyniki kontroli poselskiej w spółce "Stadion Śląski".

Poseł Król powiedział, że według informacji, jakie powziął, Bańka - były minister sportu w rządzie PiS, a obecnie prezydent Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) - miał umowy ze śląskim urzędem marszałkowskim oraz ze spółką "Stadion Śląski" opiewające na kwoty rządu 10 tys. zł każda za usługi promocyjne.

Nasuwa się pytanie, czy prezydent Światowej Agencji Antydopingowej może dorabiać, czy może być pracownikiem spółki "Stadion Śląski"? Czy znajduje czas, by wykonywać zobowiązania zarówno wobec spółki "Stadion Śląski", jak i zobowiązania wobec śląskiego urzędu marszałkowskiego?

- pytał Król.

Kto tak naprawdę wydaje lekką ręką publiczne pieniądze? To są tak naprawdę synekury tworzone przez członków PiS dla kolegów z PiS

 - dodał poseł KO. Zaznaczył, że obecny prezes "Stadionu Śląskiego" był zastępcą Bańki, gdy ten pełnił funkcję ministra sportu.

Poseł Król stwierdził również, że pracownicy śląskiego urzędu marszałkowskiego, a także spółki "Stadion Śląski" stwarzali mu trudności podczas kontroli poselskiej. Według niego, pracownicy tych dwóch instytucji nie chcieli podawać szczegółów umów, w tym zakresu usług, które miał świadczyć Bańka, i kwot, które miał za to otrzymywać.

Poseł zapowiedział złożenie skargi do marszałek Sejmu marszałek Elżbiety Witek, ponieważ - stwierdził - "zgodnie z regulaminem Sejmu, marszałek (województwa) ma obowiązek udzielania pomocy posłom w wykonywaniu ich obowiązków".

Również we wtorek na portalu TVN24 pojawił się artykuł prezentujący wyniki śledztwa dziennikarskiego, zgodnie z którym Bańka miał za pełnienie funkcji ambasadora marki "Stadion Śląski" otrzymywać wynagrodzenia na podstawie dwóch umów, wiążących go ze spółką "Stadion Śląski" oraz ze śląskim urzędem marszałkowskim. "Poseł KO podkreślił w rozmowie z portalem tvn24.pl, że według nieoficjalnych informacji, Bańka z obu umów ma dostawać miesięcznie 'około 20 tys. zł'" - napisano w tekście na portalu tvn24.pl.

Bańka: Nieprawda i insynuacje

W odpowiedzi na tekst portalu TVN24, który według niego zawiera "nieprawdziwe informacje" i jest "pełny nieuprawnionych insynuacji", Witold Bańka zamieścił na Twitterze oświadczenie. Napisał w nim, że zgodnie z zasadami WADA, prezydent nie może być członkiem rządu lub pracownikiem rządowych firm, natomiast "nie ma przeciwwskazań, by był członkiem parlamentu krajowego lub regionalnego, pracował na rzecz regionalnych instytucji" oraz był zatrudniony w firmach, "które nie operują w obszarze antydopingu".

Zaznaczył, że funkcja prezydenta WADA nie jest, zgodnie ze szwajcarskim prawem, traktowana jako pełnoetatowa praca i nie ma przeciwwskazań, by prezydent świadczył prace na rzecz podmiotów nie będących w konflikcie interesów z WADA.

Bańka oświadczył również, że jako osoba nie pełniąca funkcji publicznych "nie ma obowiązku podawania do publicznej wiadomości poziomu wynagrodzenia, którego wysokość została zmanipulowana w tekście". Zaznaczył też, że nie jest członkiem PiS.

Pozwy dla PO-wców

W późniejszym wpisie na Twitterze Bańka napisał, że "w związku ze skandaliczną, pełną oszczerstw konferencją prasową posłów PO Wojciecha Króla i Aleksandra Miszalskiego", a także wpisem wiceszefa PO Tomasza Siemoniaka, podejmuje "zdecydowane kroki prawne".

Wcześniej we wtorek Siemoniak napisał na Twitterze, że "były minister sportu w rządzie PiS Witold Bańka jako szef Światowej Agencji Antydopingowej bierze na boku ogromną pensję od pisowskich kolegów ze Śląska". "Wstyd, że nawet do organizacji międzynarodowej nie potrafią wysłać kogoś kto by wstydu Polsce nie przynosił. Koszmar" - napisał Siemoniak.