Marta Lempart osobiście postanowiła dziś zagrodzić drogę dziennikarzom i nie wpuścić ich na konferencję prasową. Wywiązała się szarpanina. Po kilku minutach burzliwej dyskusji pomiędzy przedstawicielami mediów a liderkami Strajku Kobiet, drzwi do lokalu zamknięto, a przezroczyste witryny zamieniły się w czarne rolety, przez które nie sposób było cokolwiek dostrzec.

- Pani Marta Lempart i pani Klementyna Suchanow poinformowały nas, że jesteśmy „funkcjonariuszami i psami, w związku z czym nie wejdziemy na konferencję Strajku Kobiet”. Rozmawiają tylko z mediami, które sobie wybrali - przekazał nam Jacek Liziniewicz, który jest przed drzwiami siedziby Strajku Kobiet, w którym odbyła się konferencja prasowa.

Nawiązując do przepychanek w drzwiach lokalu przyznał, że „brutalnie zaatakowali (działacze Strajku Kobiet -red.) Cyntię (reporterka Niezalezna.pl -red.)”.

- Po tym organizatorzy konferencji wezwali policję i uznano, że to… Cyntia rzuciła się na pana Rafała. Policja spisała szereg dziennikarzy. Poza Telewizją Republika i „Gazetą Polską”, na konferencję nie dostali się dziennikarze TVP, Telewizji Trwam oraz „Naszego Dziennika”

- przekazał nam dziennikarz „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie”.

Liderki Strajku Kobiet przekazały, że nieprzychylni im dziennikarze dotarli w jednym celu - prowokacji. Tymczasem, jak powiedział nam Liziniewicz, niewpuszczeni na konferencję przedstawiciele mediów mieli przygotowane konkretne pytania.

- Próbowaliśmy zadawać pytania o wszystkie niewygodne kwestie, m.in. o sprawę kamienicy, blokowania kontroli Urzędu Pracy czy sprawę rejestracji fundacji. Ewidentnie boją się na te pytania odpowiadać

- przyznał.

- Chyba moglibyśmy już stąd iść… Na razie jednak chcemy wyjaśnić całe zajście - dodał.