Nie ustrzegłem się dziś karygodnych błędów. W drugiej serii, z tak niskiego rozbiegu, przy zmiennych warunkach atmosferycznych trzeba było skoczyć bardzo dobrze. Należało całą energię włożyć w odbicie. Nie mogłem dziś znaleźć optymalnej pozycji najazdowej i wyglądało to tak, jak wszyscy widzieli. Jednak próba jaką oddałem w piątek (w kwalifikacjach) utwierdza mnie w przekonaniu, że potrafię oddać dobry skok

- powiedział dziennikarzom.

Stoch przypuszcza, że słaby wynik w niedzielę może być konsekwencją startu w sobotnim konkursie drużynowym. Wziął w nim udział, mimo złego samopoczucia.

Być może tak jest, ale nie żałuję takiej decyzji. Kubeł zimnej wody na samym początku zawodów jeszcze nikomu nie zaszkodził, zwłaszcza mi

 - stwierdził.

Jest mimo wszystko zadowolony, że mógł zainaugurować sezon zimowy, oddać skoki zakończone lądowaniem na śniegu.

Szkoda, że was nie ma – zwracam się do kibiców. Myślę, że mógłbym czerpać od was dużo energii, robić to co zawsze czynię, gdy odbywają się zawody w Polsce. Jednak i tak słyszałem z lasu jakieś okrzyki. Za to dziękuję. Mam nadzieję, że także w domach, oglądając zawody w telewizji mocno krzyczeliście. Róbcie to dalej, trzymajcie za nas kciuki

 - zaapelował.

Ze względu na pandemię Covid-19 zawody odbyły się bez udziału publiczności. Jednak grupa osób oglądała je stojąc poza obiektem, w pobliskim lesie.

W pierwszym w tym sezonie indywidualnym konkursie PŚ najlepszym z Polaków był Piotr Żyła, który zajął piąte miejsce. Triumfował Niemiec Markus Eisenbichler. Drugie miejsce zajął jego rodak Karl Geiger, a trzecie Austriak Daniel Huber.