W swoim wpisie na Instagramie aktorka napisała jak się znalazła na wyspie.

Po spontanicznej decyzji, analizie plusów i minusów, obliczeniu kosztów, ogarnięciu opieki nad zwierzakami, po testach pcr czyli patykach w nosie, trzech samolotach, taksówce i łódce dotarliśmy do miejsca, w którym żyje się inaczej. Uff... Nie miałam pewności czy to wszystko uda się poskładać do kupy. Planowanie podróży na drugi koniec świata w tych czasach zakrawa o szaleństwo, ale dzięki Bogu wszystko się powiodło

- relacjonuje Włodarczyk.

Do przyjazdu na Gili Air namówili mnie Przyjaciele Marta i Radek, którzy mieszkają tu na stałe... Wyspa obecnie jest praktycznie pusta, nikt nie nosi masek, turystów brak, atrakcji innych niż natura nie ma, więc nie mogło być lepiej. Dopóki sytuacja w mojej branży się nie zmieni, nie ruszą teatry i koncerty nie mamy zamiaru wracać

- dodała.

Obiecała również swoim fanom relację z pięknej wyspy Gili Air.