Kamil Durczok w przeszłości był jedną z najbardziej znanych osobistości polskiego dziennikarstwa, lecz od kilku ładnych lat notuje systematyczny zjazd. Choć po słynnym alkoholowym wybryku na autostradzie zrobił sobie przerwę od mediów społecznościowych, to jednak powrócił na Twittera, by komentować otaczającą go rzeczywistość, głównie polityczną. 

Robi to oczywiście w wulgarny sposób, nie szczędząc inwektyw przedstawicielom partii rządzącej. To przykładowy wpis z wczoraj:

Ale nie był to jeszcze koniec "wesołej twórczości" upadłej gwiazdy telewizji. Dziś powrócił on w równie bojowym nastroju:

Tymczasem przypomnijmy, że na Kamilu Durczoku ciążą na zarzuty dotyczące prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwości Chodzi o to, że w lipcu 2019 roku kompletnie pijany celebryta (2,6 promila alkoholu w organizmie) po długim rajdzie znad morza spowodował kolizję na autostradzie A1 w okolicy Piotrkowa Trybunalskiego. Według ustaleń śledczych, Durczok przejechał autostradą 370 kilometrów, ze średnią prędkością 140 km/h. W chwili kiedy utracił panowanie nad pojazdem i uderzył w pachołki, oddzielające pas wyłączony z ruchu, poruszał się z prędkością 96 km/h, a w miejscu tym było ograniczenie do 70 km/h. 

Ponadto prokurator zwrócił uwagę, że we krwi dziennikarza ujawniono ślady substancji o charakterze psychoaktywnym, które - w opinii biegłych, wypowiadających się w tej sprawie - osłabiały zdolność reakcji na zagrożenia w ruchu drogowym i opóźniały reakcje obronne. Według biegłych, substancje te nie mogą być łączone z alkoholem, bo takie połączenie jeszcze potęguje ich negatywne działanie.

Ale to nie koniec, bo Durczok oskarżony jest także o przestępstwo zagrożone karą 25 lat pozbawienia wolności - sfałszowanie podpisu na wekslu. Jak widać, w aktywności na Twitterze to nie przeszkadza...