"Do sekcji wrocławskiego klubu tenisa sportowego „Burza” trafiłem w 1980 roku, trochę z przypadku. Od najmłodszych lat kochałem raczej „kopanie w nogę” z kolegami, pływanie i jazdę na rowerze. Byłem raczej aktywny fizycznie. Do ping-ponga namówił mnie Zbyszek Duszak, mój starszy przyjaciel" - wspominał premier na Facebooku.

O trenerze Sutkowskim premier pisze tak:

Pan Zygmunt Sutkowski wiedział, że mój śp. Ojciec ukrywał się i widział jak od czasu do czasu obrywałem na demonstracjach od zomowców. Kiedyś powiedział mi, że jakby trzeba było, to mogę spać u niego w domu. To był odruch prawdziwego mentora, którego autorytet wykraczał poza sport. Upór, z jakim podchodziłem do treningów, zaowocował pewnymi sukcesami sportowymi. Być może osiągnąłbym więcej, gdyby nie przegrana z przeciwnikiem, którego zlekceważyłem. To była dla mnie sroga nauczka na przyszłość, by nikogo i nigdy w żadnej sytuacji nie lekceważyć.

I dodaje, że zapamięta go, jako szkoleniowca pełnego pasji.

- Osobistą przygodę z tenisem stołowym zakończyłem na przełomie 1983 i 1984 roku. Moja droga sportowa urwała się przed dekadami, a jednak pan Zygmunt Sutkowski pozostaje żywy w mojej pamięci. Zapamiętam go jako człowieka z pasją, pełnego serca do sportu i ludzi. Zostawił wielu uczniów, którzy przekazują tę pasję kolejnym pokoleniom

- podkreśla Morawiecki.