Pismo do władz Uniwersytetu w Białymstoku (UwB) wystosował na początku listopada minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek. W ostatnich dniach zostało ono opublikowane w mediach społecznościowych przez jednego z podlaskich posłów.

W piśmie znalazły się informacje o złożonej do ministerstwa skardze na jedną z wykładowczyń UwB, wymienioną z imienia i nazwiska. "Skarżący" (takiego określenia użyto w piśmie MEiN) poinformował resort, że kobieta "mimo epidemii bierze udział w nielegalnych manifestacjach na terenie Białegostoku i wykrzykuje wulgarne hasła typu: wy********* i łamie prawo". W skardze znalazła się też informacja, iż wykładowczyni miała zachęcać studentów w mediach społecznościowych, by nie brali udziału w zajęciach, a w tym czasie protestowali. 

"Takich wykładowców jest wielu, zachęcają oni, by nie brać udziału w zajęciach, a wyjść na ulicę, niezależnie od pandemii i protestować"

- donosi skarżący, cytowany przez MEiN w piśmie do władz uniwersytetu. W ocenie skarżącego przez to, że wykładowców nie ma na uczelniach, zajęcia zdalne są "o wiele niższej jakości".

W związku z tą skargą, minister Czarnek zwrócił się do władz uczelni "o pilne zbadanie powyższej sprawy, podjęcie niezbędnych działań oraz przekazanie stosownych wyjaśnień".

Uczelnia potwierdza, że takie pismo otrzymała.

"Rektor Uniwersytetu w Białymstoku podjął niezbędne działania, by zbadać sprawę"

- poinformowała rzeczniczka uczelni Katarzyna Dziedzik. Powiedziała, że rektor spotkał się m.in. z wykładowczynią, której dotyczyła skarga.

"Z rozeznania władz uczelni wynika, że zarzuty stawiane w skardze są bezzasadne. Nie ma więc podstaw do podejmowania jakichkolwiek dalszych kroków"

- dodała Dziedzik. Poinformowała też, że "stosowną informację na ten temat rektor przekaże ministrowi edukacji i nauki w odpowiedzi na jego list".