- Wszyscy ludzie byli dość życzliwi i to zarówno osadzeni, jak i funkcjonariusze

– mówił zaraz po wyjściu z Aresztu Śledczego w Szczecinie były sekretarz generalny Platformy Obywatelskiej, a dziś senator niezrzeszony Stanisław Gawłowski. Polityk przebywał tam trzy miesiące w 2018 roku w związku z siedmioma zarzutami, jakie postawiła mu prokuratura.

W świetle materiału dowodowego zebranego przez szczecińskich śledczych z Prokuratury Krajowej „życzliwość” wobec Stanisława Gawłowskiego była tak duża, że pozwoliła na postawienie zarzutów Łukaszowi J., strażnikowi Aresztu Śledczego w Szczecinie.

Po pierwsze "klawisz" zataił informację, że znał wcześniej Gawłowskiego, bo był członkiem szczecińskiej młodzieżówki Platformy Obywatelskiej. W areszcie traktował polityka z należytym szacunkiem (zwracając się do niego "panie pośle”, bardziej traktując go jako lidera partyjnego niż zwykłego osadzonego).

Śledczy ustalili ponadto, że Łukasz J. przekazywał informacje od Gawłowskiego do żony polityka, a także do innych osób. Miał także dzwonić do biura mecenasa Romana Giertycha, który był obrońcą Gawłowskiego.

Dziś przez Sądem Okręgowym prokurator Krzysztof Gienas odczytał akt oskarżenia. Śledczy powiedział Niezalezna.pl, że zebrano obszerny materiał dowodowy. Informacje od Gawłowskiego były przekazywane przy pomocy telefonu komórkowego.

- Materiał dowodowy z jednej strony jest oparty o badania elektronicznych nośników informacji - mówi prokurator Gienas.

Z drugiej strony o badanie historii połączeń telefonicznych realizowanych przez oskarżonego Łukasza J. z jego telefonu. I to w połączeniu z zeznaniami świadków pozwoliło na sformułowanie zarzutów

W związku z przekazywaniem informacji od Gawłowskiego Łukaszowi J. postawiono zarzut przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowych, za co grozi do 10 lat pozbawiania wolności. Ponadto "klawisz" więzienny przed Sądem Okręgowym w Szczecinie odpowiada za drugi zarzut. Według śledczych miał przyjmować korzyść majątkową także od innego więźnia - Pawła C.

Osadzony ten przyznał się w czasie śledztwa do przekazania Łukaszowi J. karnety do McDonaldsa za kwotę 54 złotych. W zamian za to strażnik więzienny przychylił się do wniosku Pawła C., by umożliwić mu wizyty intymne w "celi miłości" z konkubiną. Wczoraj w sądzie Paweł C. wyjaśnił , że wiedział, iż Łukasz J. ma dwójkę dzieci i będzie zainteresowany karnetami. Sam ma szóstkę dzieci z czterema partnerkami.

Podczas dzisiejszej rozprawy były strażnik więzienny Łukasz J. nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Na następnej rozprawie sąd zamierza przesłuchać senatora Stanisława Gawłowskiego w charakterze świadka.