Pożar na składowisku opon przeznaczonych do utylizacji wybuchł w piątek wieczorem. Opony były ułożone do wysokości 5 metrów. W czasie, gdy pożar był największy, płomienie sięgały kilkunastu metrów, a wielka chmura gęstego, duszącego dymu unosiła się nad okolicą.

"Cały czas trwa dogaszanie. Na miejscu pracuje nadal ok. 40 zastępów straży. Pomaga nam wojsko z ciężkim sprzętem. Wykorzystywany jest także ciężki sprzęt cywilny. Pracę obecnie przyspieszyły, bo mamy do dyspozycji więcej specjalistycznych urządzeń"

- powiedział oficer prasowy Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej mł. bryg. Arkadiusz Piętak.

Oficer prasowy zaznaczył, że być może we wtorek uda się zakończyć akcję.

"My musimy przelać i przerzucić wszystkie spalone opony. To może być nawet kilka tysięcy ton. W zależności od sytuacji i od pogody może zostać podjęta decyzja o późniejszym dyżurowaniu i nadzorze nad składowiskiem"

- powiedział oficer prasowy.

Mł. bryg. Piętak dodał, że nadal nad miejscowością unosi się ciemny dym. Ponowił apel do mieszkańców o zamykanie okien, unikanie wychodzenia z domu i omijanie miejsca pożaru.

W nocy z piątku na sobotę, gdy pożar był największy, w akcję gaśniczą zaangażowanych było ponad 60 zastępów strażaków z całego województwa kujawsko-pomorskiego, wspieranych przez strażaków z województwa pomorskiego.

W sobotę około południa strażakom udało się opanować pożar, ogień nie rozprzestrzeniał się i rozpoczęła się faza dogaszania.

Strażacy zapobiegli przeniesieniu się ognia na okoliczne zabudowania. W pobliżu są m.in. dwie stolarnie, stacja benzynowa i zakład produkcji maseczek.