Agencja AP i inne amerykańskie media ogłosiły 7 listopada, że Demokrata Joe Biden wygrał wybory prezydenckie z urzędującym szefem państwa, Republikaninem Donaldem Trumpem, oceniając, że pozostałe do zliczenia głosy matematycznie nie mogą już zmienić rezultatu wyborów. Trump nie uznał swojej porażki; oskarża Demokratów o wyborcze fałszerstwa; jego obóz składa i zapowiada sądowe pozwy.

Na ulicach Waszyngtonu zgromadzili się Amerykanie, którzy solidaryzują się z urzędującym prezydentem i podobnie, jak on uważają, że zostały one sfałszowane. 

Główny marsz rozpoczął się w południe lokalnego czasu na Freedom Plaza w pobliżu Białego Domu. Zgromadzeni wznosili hasła o wyborczym fałszerstwie. W morzu kampanijnych flag tysiące osób ruszyły Pennsylvania Avenue, kierując się w stronę Sądu Najwyższego.

Zdjęcia przedstawiają tłum osób zebranych na proteście. Do protestów w mediach społecznościowych odniósł się prezydent Donald Trump, który zaznaczył, że ludzie nie zamierzają pozwolić na to, aby wybory zostały im skradzione. Prezydent USA w tym kontekście wymienił firmę Dominion (zajmującą się liczeniem głosów), określając ją mianem "prywatnej spółki radykalnej lewicy".