Piotr Żytnicki z „Gazety Wyborczej” w swoim tekście opisywał sytuację biskupów w Polsce. W ferworze walki z hierarchami dostało się jednak siostrom zakonnym, które zostały przedstawione jako służące podstawiające biskupom pod nos jedzenie i rąbiące pranie. Siostry zdecydowały się na opublikowanie oświadczenia. 

„Nie jesteśmy ani służącymi podstawiającymi jedzenie pod nos, ani praczkami, ani posłańcami na pocztę, Panie Żytnicki! Pańskie słowa odbieramy jako dyskryminację kobiet i przejaw poniżania sióstr zakonnych, które żyją zgodnie z charyzmatem swoich zgromadzeń i zgodnie ze swoim przekonaniem. Pisze Pan o nas lekceważąco, wyśmiewając nas i nasze życie. Jego istotą jest modlitwa, ofiara, oddanie Bogu. Wiele sióstr naszego zgromadzenia wypełnia to powołanie pomagając na co dzień ubogim i cierpiącym. Ta posługa nie jest także obca nam. Oczekiwałybyśmy od Rzecznika Praw Obywatelskich zajęcia się z urzędu dyskryminującym tekstem „Gazety Wyborczej”, a od redakcji – wyrażenia stanowiska wobec poglądów autora artykułu.” 

– napisały w swoim liście domagając się reakcji Adama Bodnara Rzecznika Praw Obywatelskich. 

Na stronach RPO właśnie opublikowano odpowiedź. Adam Bodnar nie zdobył się na krytykę dziennikarza „Gazety Wyborczej” uznając, że miał on prawo do własnej opinii. 

„granice wolności słowa dotyczące oceny poszczególnych osób, zawodów czy instytucji są dalece posunięte. Dziennikarza obowiązuje jednak standard rzetelności, potwierdzony w orzecznictwie SN, wymagający od niego odpowiedniego gromadzenia informacji źródłowych i weryfikowania pozyskanej wiedzy prezentowanej w publikacjach i będących podstawą wyrażanych opinii.

Oczywiście można na ten problem spojrzeć także z punktu widzenia ewentualnego przyczyniania się przez media do kształtowania określonych stereotypów, w tym także na temat niektórych ról społecznych czy zawodów. Jednak rozwiewanie mitów i kształtowanie świadomości społecznej jest zadaniem wszystkich uczestników życia publicznego. Na tym polega rynek idei, że jedne opinie zestawiane są z innymi, a społeczeństwo może sobie wyrobić pogląd z takiego właśnie zderzenia różnych zapatrywań, świadectw i stanowisk.

W tym zakresie upatruję także rolę Rzecznika Praw Obywatelskich. Staram się reagować i odpowiadać na każdą dostrzeżoną sytuację, która może rodzić podejrzenie o dyskryminację czy stygmatyzację osób bądź grup zawodowych. Jednocześnie jako urząd muszę działać w granicach przysługujących mi kompetencji, uwzględniać i wyważać różne wartość i prawa. Dlatego zawsze w pierwszej kolejności staram się dążyć do tego, aby łączyć, a nie dzielić, szukać dialogu i porozumienia, a nie przyczyniać się do eskalacji konfliktu.”

- napisał RPO. 

Co ważne sprawę dziennikarza Gazety Wyborczej i wypowiedziane przez niego słowa porównał do słów obecnego prezesa TVP… Jacka Kurskiego. 

- Co do zasady jednak, nawet skrajne i wyraziste opinie, są uznawane za mieszczące się w granicach wolności słowa. Standard w tym zakresie wyznaczył Europejski Trybunał Człowieka. W sprawie Jacek Kurski przeciwko Polsce Trybunał w Strasburgu oceniał, czy możliwe było formułowanie zarzutów powiązania treści artykułów w „Gazecie Wyborczej” na temat spółki z sektora energetycznego z zamawianymi reklamami. Trybunał w Strasburgu stwierdził, że sądy popełniły błąd uznając J. Kurskiego za winnego naruszenia reputacji „Gazety Wyborczej”. Trybunał stwierdził, że Jacek Kurski „skorzystał z pewnej przesady w jego wypowiedzi, w tym samym czasie nie wydaje się, że uciekł się do nieuzasadnionego obraźliwego i niestosownego języka lub wykraczał poza ogólnie akceptowalny stopień przesady”. Myślę, że powyższy standard powinien być wzięty pod uwagę przy ocenie artykułów, które ukazały się w „Gazecie Wyborczej” na temat Sióstr Elżbietanek.

- napisał Bodnar. 

Relacje rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara z Agorą są wyjątkowo dobre. W 2016 r. otrzymał nagrodę Radia TOK FM im. Anny Laszuk za „wyjątkowy wpływ na rzeczywistość” w 2015 r. – Prawa człowieka są fundamentem polityki demokratycznej. Adam Bodnar w swojej działalności jako wiceprezes HFPC wykazał się odwagą, niezależnością i konsekwencją w obronie praw człowieka w dzisiejszej Polsce – mówił w laudacji Józef Pinior, senator RP i działacz opozycji w czasach PRL, który w lutym br. został… skazany za przyjęcie łapówki. RPO nie podjął również sprawy związkowców w Agorze, którzy byli tak zastraszeni, że bali się ujawniać nazwisk. Spektakularnie nie protestował również, gdy Agora chciała wyrzucać szefów związków z pracy. W tym wypadku i tak zaskakujące jest, że zdobył się na jakąkolwiek opinię. Tym bardziej, że Wyborcza opublikowała tekst w którym po raz kolejny nazywa siostry służącymi uzasadniając to… wywiadem sprzed 14 lat. 

- Nazywanie faktów po imieniu może nie wszystkim się podobać, ale na pewno nie jest dyskryminacją.(…) Jeśli ktoś powinien się tej sytuacji wstydzić, to z pewnością nie siostry zakonne, lecz mężczyźni, którym z oddaniem usługują. To prawda, że siostry żyją "zgodnie z charyzmatem swoich zgromadzeń i zgodnie ze swoim przekonaniem". Nie oceniam i nie deprecjonuję ich życiowych wyborów. Nie twierdzę, że dzieje im się krzywda. W przeciwieństwie bowiem do kościelnych hierarchów nie uzurpuję sobie prawa, by decydować za kobiety. Szanuję ich autonomię i wolność.

– napisał Żytnicki 

Na pocieszenie jednak dla sióstr Adam Bodnar zapowiedział, że chętnie się z nimi umówi, żeby porozmawiać. 

„jeśli taka byłaby wola Sióstr, gotów jestem w trybie pilnym zorganizować specjalny webinar (bo niestety na inną formę spotkania w czasach pandemii nie możemy sobie pozwolić), z szerokim udziałem różnych stron, w tym dziennikarzy, który będzie poświęcony w całości rolom zawodowym i społecznym wykonywanym przez siostry zakonne. Mogłoby to się przyczynić do lepszego poznania rzeczywistości związanej z posługą Sióstr, byłoby zgodne z postulatami Franciszka I zawartymi w encyklice „Fratelli Tutti”, a przede wszystkim dałoby dobry przykład, jak rozwiązywać konflikty i nieporozumienia poza salą sądową, w drodze rozmowy i dialogu.”

- napisał łaskawie Bodnar.