Według informacji „Codziennej" Ministerstwo Skarbu Państwa przelało 400 mln zł pomocy publicznej na ratowanie LOT-u. Jak usłyszeliśmy nieoficjalnie, sytuacja naszego narodowego przewoźnika jest tak dramatyczna, że firma bez pomocy nie przetrwałaby nawet do Nowego Roku. Solidarność LOT-u zawiadomiła prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez zarząd spółki.

NSZZ „Solidarność" podejrzewa zarząd i prokurentów spółki o niezachowanie należytej staranności, skutkiem czego PLL LOT został doprowadzony na granice upadłości.

Sytuacja LOT-u jest tak zła, że firma ostrzegła ponoć rząd, że jeśli nie otrzyma natychmiast zastrzyku finansowego, będzie zmuszona zgłosić wniosek o upadłość. Rzecznik prasowy PLL LOT-u potwierdził jedynie, że w ubiegłym tygodniu firma wystąpiła o 400 mln zł do MSP. Całość tej pierwszej transzy pójdzie na spłatę najpilniejszych zobowiązań spółki.

Jeszcze w środę MSP informowało, że potencjalne uruchomienie środków na ratowanie LOT-u jest uzależnione od rozmów z Komisją Europejską. Minister skarbu obiecywał: „Dalej nie będziemy dokładać pieniędzy tylko i wyłącznie po to, żeby ta spółka sobie tak dryfowała". Teraz najwidoczniej zmienił zdanie. Poseł Jerzy Polaczek, były minister transportu, uważa, że mogło tu chodzić o uniknięcie międzynarodowej kompromitacji, która związana byłaby z perturbacjami przy realizacji kontraktu na dostawy nowych maszyn dla naszego narodowego przewoźnika.

Tymczasem do Warszawy przyleciał z fabryki Boeinga z Everett w USA drugi dream¬liner. LOT miał go otrzymać dopiero w styczniu, ale po informacji od producenta, że maszyna jest już gotowa, odebrano ją wcześniej. Nasz pierwszy dreamliner z powodu uszkodzenia nadal jest uziemiony. W piątek nie poleciał do Londynu. W ostatnich dniach wycofano tę maszynę także z dwóch lotów do Monachium.

Ministerstwo Skarbu przygotowywało się do udzielenia pomocy publicznej LOT-owi od listopada. Te działania jednak starannie ukrywano przed opinią publiczną. Do września były zarząd z Marcinem Pirógiem na czele snuł plany, według których przewoźnik miał w tym roku wypracować pokaźny zysk. Dopiero jesienią zmieniono front i zaczęto mówić o stratach. Według różnych opinii mogą one wynieść od 150 do 300 mln zł.

Nagłe odwołanie prezesa Piróga, uważanego za zaufanego menedżera Platformy, świadczy o tym, że efekty jego działalności w Locie były zaskoczeniem nawet dla właściciela. Jako powód swojego wniosku minister skarbu Mikołaj Budzanowski podał zdumiewającą różnicę między tym, co Piróg opowiadał o firmie w czasie uroczystego powitania pierwszego dreamlinera, a stanem spółki, o którym poinformował kilka dni później.

Od początku rządów Platformy Obywatelskiej i jej nominatów w spółkach skarbu państwa, LOT ponosi stale straty, które w sumie sięgają już półtora miliarda zł. Zdaniem ekspertów, konieczne zmiany blokują albo politycy, albo niekompetentne zarządy przedsiębiorstwa.

Najgorsze dopiero jednak przed nami, bo skoro rząd zaczął pompować pieniądze w LOT, to z pewnością wkrótce ustawi się po państwowe pieniądze długa kolejka innych firm, które mają nie mniejsze kłopoty od narodowego przewoźnika.