Portowcy byli faworytem meczu z beniaminkiem z Bielska-Białej, ale zdają się powtarzać scenariusz sprzed roku. Wówczas również w teorii powinni łatwo poradzić sobie ze słabym ŁKS Łódź. Tymczasem u siebie ledwie wygrali 1:0, a na wyjeździe bezbramkowo zremisowali.

W starciu z Podbeskidziem już po ośmiu minutach Pogoń powinna prowadzić 2:0. Najpierw Alexander Gorgon tuż po pierwszym gwizdku trafił piłką w słupek. Kilka minut później Sebastian Kowalczyk z bliska uderzył w Michala Peskovica, a dobijając nie trafił w bramkę.

Podbeskidzie wyszło na prowadzenie z Pogonią

W 30. min niespodziewanie na prowadzenie wyszli będący w defensywie goście. Benedkt Zech przegrał pojedynek główkowy z Marko Roginiciem, piłkę przejął Kamil Biliński, który zwodem położył na murawie Konstantinosa Triantafyllopoulusa i strzelił do siatki obok rozpaczliwie broniącego Stipicy. Gospodarzy kompletnie wybiło to z równowagi. Trzy minuty później goście powinni podwyższyć prowadzenie, ale Maksymilian Sitek mając przed sobą pustą bramkę z siedmiu metrów strzelił obok słupka.

Słabo grająca w drugiej części drużyna Pogoni w końcu doprowadziła do remisu. W 72. min po szybkim wznowieniu akcji z autu przez Huberta Matynię piłkę przejął Luka Zahovic. Słoweniec odegrał do Adriana Benedyczaka, który musiał trafić do siatki. To premierowe trafienie Benedyczaka na poziomie ekstraklasy.

Remis wydaje się sprawiedliwy, bo choć gospodarze mieli więcej okazji do zdobycia goli, to mieli wiele minut przestojów, oddając inicjatywę przeciętnej drużynie Podbeskidzia.

                            

Pogoń Szczecin - Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:1 (0:1)

Bramki: 0:1 Kamil Biliński (30), 1:1 Adrian Benedyczak (72)

Żółta kartka - Pogoń Szczecin: Kacper Kozłowski, Alexander Gorgon. Podbeskidzie Bielsko-Biała: Łukasz Sierpina, Tomasz Nowak, Kacper Gach

Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork). Mecz bez udziału publiczności.