Koszykarze Anwilu zanotowali kolejną — dość niespodziewaną — domową porażkę. Zespół trenera Marcina Woźniaka nie przypomina w tym sezonie drużyny, która w ostatnich trzech sezonach dwukrotnie sięgała po tytuł mistrzowski. Gra włocławian faluje, ale zbyt często zdarzają się zespołowi takie kwarty, jak pierwsza w pojedynku ze Spójnią (8:24).

"Tak chcieliśmy rozpocząć to spotkanie. To dało nam właściwy rytm, właściwy kierunek, który trzymaliśmy przez cały mecz. Anwil wracał, doganiał nas, ale spokojnie i cierpliwie graliśmy swoją koszykówkę. Drugie zwycięstwo z rzędu jest tym, czego potrzebowaliśmy. Nic tak nie cementuje zespołu jak wygrane"

- powiedział kapitan gości Tomasz Śnieg (9 asyst).

Zdaniem szkoleniowca Spójni Macieja Raczyńskiego każdy zawodnik dołożył cegiełkę do tego zwycięstwa, a zespół zrealizował plan na ten mecz w 100 procentach.

"Uczulałem swoich zawodników, że bardzo ważny będzie początek spotkania i to, jak w nie wejdą. Pokazaliśmy, że jesteśmy zespołem. Dzieliliśmy się piłką. Bardzo mnie cieszy statystyka asyst, bo mieliśmy ich dziś 22. Dobrze prezentowaliśmy się także na tablicach"

- ocenił trener gości.

W niedzielę Spójnia trafiła w Hali Mistrzów 14 "trójek" przy dziewięciu celnych rzutach z dystansu gospodarzy. Goście wygrali także pojedynek na tablicach - 49:37.

"Rywale byli dzisiaj zdecydowanie lepsi. Chcieli wygrać, grali z sercem. Prezentowali się tak, jak powinna wyglądać drużyna, które chce, walczy i której zależy na zwycięstwie. Moi zawodnicy dzisiaj się nie obudzili, nie wiem gdzie byli. To jest niedopuszczalne — tak rozpocząć mecz. Gracze, którzy spędzili na boisku ok. 30 minut, kończą z zerem bądź jednym przewinieniem. Na zbiórce nas drużyna Spójni zabiła. Swoją grą pokazaliśmy jak zależało nam na zwycięstwie w tym meczu"

- ocenił trener Anwilu Marcin Woźniak.

Szkoleniowiec nie krył zdenerwowania. Nie odpowiedział na większość pytań dziennikarz m.in. o małą liczbę minut, którą otrzymali na parkiecie młodzi zawodnicy. Stwierdził, że co mecz pojawiają się identyczne pytania i można cofnąć się do poprzedniej konferencji i odnaleźć odpowiedź.

Kapitan włocławian Walerij Lichodiej ocenił, że Anwil zagrał bardzo miękko, a na parkiecie pokazał zupełnie coś innego niż podczas treningów przed tym spotkaniem.

Dodał, że drużyna ma świadomość tego, jak gra. Ocenił, iż na parkiecie konieczna jest jedność i zespołowa koszykówka. Jego zdaniem porażka w niedzielę wprost wynikała ze złej postawy jego i kolegów.