Trybunał Konstytucyjny orzekł w czwartek 22 października, że przepis zezwalający na dopuszczalność aborcji w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z konstytucją.

Po ogłoszeniu wyroku przez TK rozpoczęły się protesty w całej Polsce, organizowane m.in. przez "Strajk kobiet". Manifestujący przeciw zaostrzeniu prawa aborcyjnego protestowali m.in. pod domem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, siedzibą PiS w Warszawie oraz na ulicach wielu miast w Polsce. Od niedzieli odbywają się także liczne protesty przed kościołami i w kościołach w całej Polsce. 

Liczne protesty odbywały się mimo obostrzeń sanitarnych związanych z rosnącą liczbą zdiagnozowanych przypadków koronawirusa, a organizujące je środowiska wydawały się nie zważać na ich konsekwencje zdrowotne.

O możliwych skutkach antyaborcyjnych demonstracji mówił dziś w programie „W Punkt” na antenie Telewizji Republika prof. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego (WIM) w Warszawie.

Zdaniem eksperta, statystyki ministerstwa zdrowia „zgodnie wskazują”, że liczba osób zrażonych na skutek „tak masowych i ryzykownych zachowań na pewno będzie rosła”.

- Z perspektywy podmiotów leczniczych te informacje również są podawane w formie liczby przyjmowanych do szpitali pacjentów. Ja też mogę potwierdzić, z perspektywy podmiotu którym kieruję, że liczba pacjentów przyjmowanych do szpitala rośnie każdego dnia

- powiedział lekarz.

Zwrócił uwagę, że każdego dnia „system zwiększa swoje zdolności przypisują kolejne łóżka pacjentom covidowym”.

- Dobrze by było, żeby ci, którzy uczestniczą w takim „hazardzie epidemicznym” mieli tego świadomość, że dzieje się to kosztem wszystkich pozostałych pacjentów. Pacjentów z chorobami sercowo-naczyniowymi, onkologicznymi, bo te miejsca, te możliwości terapeutyczne, które mamy, dzisiaj są zajmowane przez pacjentów covidowych

- wskazał Grzegorz Gielerak.

Podkreślił, że dotychczas nie doszło do poważnego „tąpnięcia” tylko dlatego, że stale jest zwiększana baza medyczna, umożliwiająca leczenie pacjentów z koronawirusem.

- Miejmy świadomość tego, że przy dziennej wartości liczby osób zakażonych na poziomie 30 tys., osiągniemy pułap, szklany sufit, którego nie będziemy w stanie przekroczyć i pytanie co dalej?

- alarmował szef WIM.

Odnosząc się do wzrostu liczby zdiagnozowanych przypadków COVID-19 po szczycie ulicznych protestów, ekspert wskazał, że powinniśmy korzystać z doświadczeń płynących m. in. z Hiszpanii i USA, gdzie po manifestacjach ulicznych doszło do gwałtownego wzrostu zakażeń. 

- Nie budzi najmniejszej wątpliwości, statystyki jasno to dowodzą, że moment rozpoczęcia protestów był równoznaczny, oczywiście z niewielkim przesunięciem czasowym, z gwałtownym zwiększeniem liczby osób zarażonych. Tutaj nie ma nad czym dyskutować

- przekonywał prof. Gielerak.

Jak dodał, „jesień i zima to są warunki bardzo dobre dla wirusa”, wskazując że obecne protesty odbywają się właśnie w tym newralgicznym czasie.