Manifestacja rozpoczęła się przed Centrum Kulturalno-Kongresowym Jordanki. Przedstawiciele branży gastronomicznej ruszyli z tego miejsca pod pomnik Mikołaja Kopernika.

Nieśli ze sobą trumnę, którą stworzyli z plastikowych opakowań na jedzenie.

Protestujący mieli ze sobą transparenty m.in. z takimi hasłami jak "pobite gary", "Jarek oddaj fartucha", "Nie tylko ośmiorniczki, zjem też kaszankę", "Panie premierze, pan zostawi nam ziemniaczki, a sam zje mięso (wersja wegetariańska)".

Pod pomnikiem Mikołaja Kopernika zapalono znicz. Później kontynuowano przemarsz, który dotarł przed Urząd Marszałkowski. Tam przemawiające osoby zwracały uwagę na bardzo trudną sytuację branży gastronomicznej w związku z obostrzeniami epidemicznymi. Wśród postulatów przedstawicieli branży jest utworzenie funduszu celowego, z którego udzielana byłaby pomoc dla przedstawicieli branży. Zwracano uwagę, że dotychczasowe mechanizmy wsparcia są niewystarczające.

Manifestanci tłumaczyli, że Toruń jest miastem turystycznym, a upadek czy ogromne kłopoty branży gastronomicznej, wpłyną ich zdaniem na zdecydowanie mniejszą atrakcyjność miasta — tak dla turystów, jak również wybierających ośrodki akademickie studentów. Ci bardzo często dorabiają w restauracjach czy klubach.

Przemawiający zwracali uwagę, że konieczne jest także wsparcie lokalne. Zadeklarowali chęć spotkania z marszałkiem województwa i prezydentem Torunia celem uzgodnienia i przedyskutowania swoich postulatów.

Protest przebiegł bardzo spokojnie. Policja zwracała uwagę na nielegalność zgromadzeń powyżej 5 osób na tym etapie epidemii. Apelowano o przestrzeganie obowiązku zasłaniania ust i nosa, do czego zdecydowana większość uczestników protestu się dostosowała. Manifestacji nie towarzyszyło wznoszenie wulgarnych haseł.