Pierwsza tura wyborów odbędzie się w niedzielę. W poprzednich wyborach w 2016 r. Dodon pokonał Sandu w drugiej turze, zdobywając 52,16 proc. głosów.

„Tradycyjnym tematem wyborów w Mołdawii jest geopolityka i także tym razem tego się nie udało uniknąć. Są dwie dominujące opcje polityczne i dwóch kandydatów – nieformalny lider socjalistów Igor Dodon, który reprezentuje opcję prorosyjską, i Maia Sandu, była premier, liderka Partii Działania i Solidarności, która jest twarzą opcji prozachodniej”

– mówi Całus. „Najpewniej to oni, już po raz drugi, staną naprzeciwko siebie w drugiej turze wyborów” – dodaje.

Dodon jest postrzegany jako polityk prorosyjski, przy czym Całus zaznacza, że jego alians z Rosją ma charakter sytuacyjny. „Jest on przede wszystkim zorientowany na siebie. To nie jest żaden ideowy prorosyjski patriota, który chce zrealizować w Mołdawii wizję rosyjskiego świata” – mówi ekspert.

„Była premier Maia Sandu to inny przypadek. Reprezentuje opcję prozachodnią, jest też znana i dobrze postrzegana na Zachodzie”

– dodaje.

Analityk podkreśla, że ze względu na bardzo ograniczone prerogatywy prezydenta w mołdawskim systemie politycznym, obecna elekcja ma znaczenie przede wszystkim jako „przygrywka do wyborów parlamentarnych”.

„Prezydent jest widoczny, więc może się stać lokomotywą lub kulą u nogi dla swojego ugrupowania. Innymi słowy, jeśli wygra Dodon, to wzmocni socjalistów, jeśli wygra Sandu, skorzysta na tym jej partia” – mówi rozmówca.

Jest to o tyle ważne, że Mołdawię najpewniej czekają w przyszłym roku przedterminowe wybory do parlamentu. „Obecna koalicja socjalistów i demokratów nie ma stabilnej większości. Dochodzi do tego szereg innych czynników, będących efektem zawirowań na mołdawskiej scenie politycznej w ostatnich miesiącach” – tłumaczy ekspert.

Z problemami, pogłębionymi przez epidemię koronawirusa, zmaga się także gospodarka mołdawska. „PKB w ciągu pierwszego półrocza spadł o 7 proc., załamał się eksport. Rząd walczy obecnie o dofinansowanie od MFW i UE, które tradycyjnie są warunkiem domknięcia się mołdawskiego budżetu” – podkreśla Całus.

W przeliczeniu na milion mieszkańców koronawirusem zaraziło się w Mołdawii ponad 27 tys. osób. Fatalnie wyglądają statystyki śmiertelności – według danych z czwartku w Mołdawii odnotowano ogółem 1729 zgonów (od początku epidemii), czyli trzykrotnie mniej niż ogółem w Polsce. Przy czym liczba ludności jest piętnaście razy mniejsza niż Polsce.

„Sytuacja epidemiczna w Mołdawii jest bardzo zła, ale ta kwestia nie wpłynie tak mocno na przebieg wyborów”

– prognozuje analityk.

„Specyfika tego kraju polega na tym, że żyje on w stanie permanentnego kryzysu i społeczeństwo jest z tym stanem oswojone” – dodaje. „Oczywiście, pandemia uderzyła w gospodarkę, ale Mołdawianie są przyzwyczajeni do częstych wstrząsów gospodarczych” – konstatuje.

Całus wskazuje, że ponieważ wielu Mołdawian pracuje za granicą, głównym problemem jest to, co dzieje się z gospodarkami np. Włoch czy Francji.

Sytuacja pandemiczna może jednak wpłynąć na mobilizację diaspory. „W trakcie wyborów prezydenckich w 2016 r. głosy Mołdawian przebywających za granicą stanowiły ponad 15 proc. wszystkich oddanych na Sandu (w przypadku Dodona z komisji zagranicznych pochodziło jedynie 2,3 proc. głosów)” – czytamy w przedwyborczej analizie OSW.

Kolejny problem to głębokie podziały i rozczarowanie klasą polityczną jako taką. „Ludzie są bardzo zmęczeni i dlatego mówi się, że będą to jedne z mniej aktywnych wyborów. Jest coraz mniej nadziei, że coś może się zmienić” – wyjaśnia analityk.

Odbija się to w innych sondażach – poparcia dla zjednoczenia z Rumunią. „Obecnie wzrosło ono do co najmniej 30 proc., podczas gdy jeszcze pięć lat temu 15 proc. byłoby uznane za bardzo duże. To dużo mówi o nastawieniu obywateli i ich stosunku do mołdawskiej państwowości” – podkreśla ekspert OSW.