Pod względem liczb bezwzględnych najwięcej głosów oddano w Kalifornii (ok. 9,2 mln), Teksasie (9 mln) oraz na Florydzie (7,8 mln). W dwóch stanach już więcej osób wypełniło karty wyborcze niż przed czterema laty. Są to Hawaje oraz Teksas.

Prezydent USA Donald Trump uważa, że masowe głosowanie w sposób korespondencyjny może przyczynić się do oszustw i wzywa swoich sympatyków, by przyglądali się procesowi. Demokraci obawiają się natomiast, że głosy wysłane pocztą nie spłyną do komisji na czas i proszą swoich sympatyków o głosowanie w lokalach wyborczych.

W wielu stanach karty wyborcze będą przyjmowane jeszcze po wtorku. Oznacza to, że jeśli rywalizacja będzie zacięta, to zwycięzcy wyborów nie poznamy w noc z wtorku na środę polskiego czasu.

To wzmaga obawy przed niepokojami społecznymi na ulicach amerykańskich miast. Zgodnie z sondażem ośrodka YouGov 56 proc. Amerykanów odczuwa lęk przed przemocą w okresie wyborczym. Pracownicy niektórych agencji rządowych w Waszyngtonie zostaną w noc wyborczą postawieni w stan gotowości do ochrony budynków rządowych. Podobne kroki planowane są w Kalifornii.

Na finiszu kampanii wyborczej ubiegający się o reelekcję prezydent USA Donald Trump odbędzie w trzy dni aż 14 wyborczych wieców. Cztery zaplanowano na sobotę w Filadelfii. Dzień później pięć - w Michigan, Iowa, Karolinie Północnej, Georgii oraz na Florydzie. We wszystkich z tych stanów Republikanin zwyciężył w 2016 roku. W poniedziałek - na dzień przed wyborami - Trump ma przedwyborcze spotkania w Karolinie Północnej, Pensylwanii, Wisconsin i dwa w Michigan.

Prezydent nie wyklucza, że wiece wyborcze odbędzie też we wtorek - w dzień wyborów.

Joe Biden, kandydat Demokratów do Białego Domu, podróżuje mniej niż jego wyborczy rywal. W piątek po raz pierwszy w kampanii odwiedził trzy stany. W sobotę będzie w Detroit w Michigan, gdzie wspierać go będzie były prezydent USA Barack Obama. W niedzielę i poniedziałek były wiceprezydent USA skupi się na Pensylwanii.