Jak poinformowała rzeczniczka płockiej Prokuratury Okręgowej Iwona Śmigielska-Kowalska, we wniosku o umorzenie śledztwa wobec Krzysztofa P. wniesiono jednocześnie o jego umieszczenie w zakładzie zamkniętym.

Został skierowany wniosek do Sądu Rejonowego w Płocku o umorzenie postępowania karnego wobec stwierdzenia niepoczytalności podejrzanego, co do której biegli nie mieli wątpliwości. Wniesiono przy tym o zastosowanie wobec podejrzanego środka zabezpieczającego w postaci umieszczenia w zamkniętym zakładzie z uwagi na stwierdzenie niepoczytalności zagrażającej bezpieczeństwu

– powiedziała PAP Śmigielska-Kowalska.


Krzysztof P. został zatrzymany w listopadzie 2019 r., w ramach wspólnej akcji CBŚP i ABW przeprowadzonej w Płocku. W ramach wszczętego wówczas śledztwa przedstawiono mu zarzuty, iż bez wymaganego zezwolenia wyrabiał i gromadził substancje wybuchowe, wytworzone sposobem domowym, które mogły sprowadzić niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia wielu osób albo mienia w wielkich rozmiarach, a także, że posiadał w swoim mieszkaniu materiały wybuchowe, których właściwości i sposób przechowywania mogły doprowadzić do ich eksplozji.

Jak zaznaczono we wniosku do sądu o umorzenie postępowania, podejrzany w czasie popełnienia czynów, z powodu przejawiania utrwalonych zaburzeń depresyjnych, nie mógł rozpoznać ich znaczenia i pokierować swym postępowaniem

 – dodała rzeczniczka płockiej Prokuratury Okręgowej.

Śmigielska-Kowalska wyjaśniła, iż w toku śledztwa ustalono, że wśród materiałów, które zgromadził Krzysztof P. były m.in. nitroglikol, heksogen i proch czarny. Zaznaczyła jednocześnie, iż biegły z zakresu budownictwa ocenił, że ładunki rozlokowane w mieszkaniu podejrzanego, w chwili eksplozji, mogły spowodować poważne uszkodzenia bloku, przy czym skutki takiego wybuchu mogłyby zagrażać osobom przebywającym w sąsiednich mieszkaniach oraz na zewnątrz budynku, nawet w znacznej odległości.

Biegły z zakresu budownictwa złożył bardzo obszerną opinię. Nie zgodził się z oceną podejrzanego, iż eksplozja zgromadzonych w mieszkaniu materiałów nie zagrażałaby innym. Biegły wskazał, że jednoczesny wybuch trzech ładunków, które umieszczone były na ścianach mieszkania podejrzanego, z całą pewnością spowodowałby znaczne zniszczenie wewnętrznej ściany nośnej i sąsiednich ścian, całkowicie zapadnięcie się stropu, co mogłoby skutkować zapadnięciem się znacznej części budynku do wewnątrz, co najmniej do jednego mieszkania poniżej

 – powiedziała Śmigielska-Kowalska.

Dodała, iż według biegłego, eksplozja ładunków, które zgromadził Krzysztof P., mogłaby doprowadzić do rozszczelnienia instalacji gazowej, a w konsekwencji wybuchu "potęgującego efekt". Jak wskazał biegły, potencjalne zniszczenia w sekwencji kolejnych zdarzeń mogłyby objąć od kilku do kilkunastu mieszkań, przy czym znacznie większa strefa śmiertelna mogłaby wynikać z zasięgu powstałych odłamków skruszonej ściany betonowej, "które w wolnej przestrzeni mogłyby przemieścić się na odległość nawet kilkuset metrów, stanowiąc zagrożenie dla ludzi".

Śmigielska-Kowalska wspomniała także, iż w ramach śledztwa ustalono, że podejrzany wykorzystywał komputery do pozyskiwania i zbierania informacji "z dziedziny preparowania i konstruowania materiałów wybuchowych, budowy broni, rakiet, granatów, a także z dziedziny chemii, w tym toksykologii".


Prokuratura Okręgowa w Płocku podawała w marcu, iż w toku postępowania biegli informatycy ustalili, że system podłączony do pojemników z materiałami wybuchowymi, które zgromadził w swym mieszkaniu Krzysztof P. pozwalał na zdalną detonację. Wcześniej, bo w styczniu, informowano z kolei, że biegli, którzy badali stan zdrowia psychicznego Krzysztofa P., stwierdzili jego niepoczytalność w chwili popełnienia czynu. Podejrzany przyznał się wcześniej do gromadzenia materiałów wybuchowych. Twierdził przy tym, iż zamierzał popełnić samobójstwo.

Prowadzone przez płocką Prokuraturę Okręgową śledztwo miało związek z wydarzeniami z 15 listopada 2019 r., gdy policja ewakuowała na pięć godzin mieszkańców bloku przy ul. Kossobudzkiego w tym mieście, gdzie mieszkał 47-letni Krzysztof P., a także znajdujące się w pobliżu przedszkole i szkołę - w sumie ponad 430 osób. Ewakuację przeprowadzono z uwagi na konieczność usunięcia odkrytych w mieszkaniu mężczyzny niebezpiecznych materiałów i substancji chemicznych. Substancje takie, mogące służyć do wyrobu materiałów wybuchowych, zabezpieczono też na działce, z której korzystał Krzysztof P. On sam został tymczasowo aresztowany - w trakcie śledztwa areszt był przedłużany.

Już po wywiezieniu z bloku niebezpiecznych materiałów i chemikaliów rzecznik Komendy Głównej Policji Mariusz Ciarka ujawnił, że w mieszkaniu Krzysztofa P. znajdowała się duża liczba materiałów wybuchowych, które były przygotowane do detonacji. Powołując się na opinie ekspertów, podawał m.in., że wybuch mieszkania w 11-piętrowym budynku doprowadziłby do tragedii "niewyobrażalnych rozmiarów", mogącej skutkować śmiercią setek osób. Zwrócił przy tym uwagę, że zapobiegły temu wspólne działania ABW oraz policji.

Wkrótce po wszczęciu śledztwa płocka Prokuratura Okręgowa informowała m.in., iż przeprowadzony został eksperyment procesowy z udziałem biegłego z zakresu materiałów wybuchowych, "który potwierdził, że zabezpieczone substancje stanowiły materiały wybuchowe".

Według wcześniejszych nieoficjalnych informacji, Krzysztof P. mieszkał w bloku przy ul. Kossobudzkiego w Płocku przez długi czas, ukończył studia politechniczne, przy czym zmienił uczelnię, gdyż wcześniej miał studiować na WAT. Jak mówiła jeszcze w listopadzie 2019 r. jedna z osób znająca jego przeszłość, "nie był chemikiem, ale interesował się chemią i miał dużą wiedzę". Według sąsiadów, jako lokator Krzysztof P. nie stwarzał problemów. Przed zatrzymaniem i aresztowaniem miał pracować w jednej z firm w Warszawie.