Protesty przeciwników zaostrzania prawa aborcyjnego w wielu miastach - dużych i mniejszych - całego kraju trwają od zeszłego czwartku, kiedy Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis tzw. ustawy antyaborcyjnej z 1993 r. zezwalający na dopuszczalność aborcji w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z konstytucją.

Tymczasem choć premier Mateusz Morawiecki apelował, by nie protestować na ulicy w czasie epidemii, "Strajk Kobiet" odpowiedział... zapowiedzią kolejnego protestu. W piątek ma się odbyć "marsz na Warszawę".

O zagrożeniu dla zdrowia i życia nie tylko biorących udział w protestach mówił w "Sygnałach dnia" Katarzyny Gójskiej Michał Sutkowski (Kolegium Lekarzy Rodzinnych).

Martwię się o zdrowie tych młodych ludzi, ich rodzin, nas wszystkich. Mamy pandemię, dziś czujemy się dobrze, jutro gorzej, a pojutrze... nie chcę kończyć. Wolność obywatelska to jedno, pandemia to drugie. Porządek publiczny i bezpieczeństwo sanitarne wszystkich obywateli jest obowiązkiem nadrzędnym, niezależnie od tego, kto ma rację, niezależnie od polityki. Zakotwiczyliśmy w jakimś matriksie. Jeżeli chcemy być zdrowi, musimy zaprzestać tego typu rzeczy - usiąść, rozmawiać. To, co się dzieje, to zły sen lekarza, zły sen wirusologa, epidemiologa, ale też zły sen nas wszystkich dlatego, że jest to, niestety, przeciwko zdrowiu publicznemu

- wykazywał.

W najważniejszych dniach pandemii manifestacje, niezależnie od poglądów, są niedopuszczalne społecznie. Bo tego typu dylematy (kogo ratować, dla kogo respirator - przyp. red.) mogą być naszym udziałem. Moje nie może być tutaj na wierzchu, tylko nasze. Wojna domowo-pandemiczna na ulicy to absurd

- podkreślił.

Szanowni Państwo, nie róbcie tego! Najbliższe dni są najważniejsze, jeżeli chodzi o następne co najmniej trzy miesiące pandemii

- zaapelował.