Mobilny strajk kobiet w Kaliszu miał rozpocząć się o godz. 17.30. O tej porze zmotoryzowani uczestnicy manifestacji zamierzali ruszyć samochodami z parkingu przy tzw. starym Tesco. Poruszając się wolno ulicami Kalisza chcieli w ten sposób wyrazić swój sprzeciw wobec decyzji Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji.

Na starcie drogę protestującym zablokowała ok. 30-osobowa grupa działaczy pro-life i Młodzieży Wszechpolskiej.

"Dowiedzieliśmy się, że celem manifestantów jest zagłuszenie mszy świętej w kościele św. Józefa poprzez zatrąbienie jej klaksonami. Dla nas jest to niedopuszczalne, bo to jest profanacja naszych wartości"

- oświadczył Maciej Antczak z grupy "Za życiem".

Dodał, że ponadto nie zgadzają się z taką formę protestu "bo nie chcemy, żeby blokowano kaliszanom dojazd z pracy do domu".

Jednak najważniejszym powodem blokady – jak wyjaśnił Antczak – jest pokazanie, że każde życie jest ważne.

"Wiele osób nie zauważa tego, że większość tych aborcji eugenicznych dotyczy dzieci z zespołem Downa. Nie może być tak, żeby dzieci były zabijane w majestacie prawa. Każdy człowiek, który ma jakieś wartości, musi bronić tych dzieci. Bardzo często jest tak, że aborcje dokonywane po 20. tygodniu ciąży powodują, że dziecko umiera w męczarniach"

– oświadczył Maciej Antczak.

Obecna na miejscu policja usunęła aktywistów na pobocze i umożliwiła przejazd protestującym.

"Oni blokowali wyjazd z parkingu wszystkim samochodom i nie reagowali na wezwania policji do usunięcia się z jezdni"

– powiedziała rzecznik prasowa kaliskiej policji asp. Anna Jaworska-Wojnicz.

Zdaniem Antczaka policja udowodniła w ten sposób, że nie traktuje równo wszystkich protestujących.