Do tej zupełnie niepotrzebnej interwencji policji i straży pożarnej doszło we wtorek.

Na policję zadzwonił mężczyzna. Twierdził, że w jego mieszkaniu jest gwałcona kobieta. Przy tak poważnej sprawie błyskawicznie na miejsce dojechali policjanci. Drzwi mieszkania były jednak zamknięte.

"Sąsiedzi nie potwierdzili, by z mieszkania dochodziły jakieś krzyki. Zgłaszający jednak cały czas przekonywał, że w jego mieszkaniu miało dojść do gwałtu i jest tam potrzebująca pomocy kobieta. Wówczas wezwano strażaków, którzy wyważyli drzwi. W mieszkaniu nikogo nie było i nic nie wskazywało, by doszło do przestępstwa"

- zrelacjonował Jaroszewicz.

Dodał, że cała historia okazała się zmyślona, a 34-latek przyznał w rozmowie z policjantami, że w przeszłości po zgubieniu kluczy musiał już rozwiercać zamek.

"W tym przypadku na pewno taniej wyszłoby jednak wezwać fachowca, gdyż tak usługa byłaby tańsza niż mandat, który teraz musi zapłacić ukarany nim mężczyzna"

– powiedział Jaroszewicz.

Za bezpodstawne wezwanie służb mieszkaniec Gorzowa został ukarany mandatem 500 zł.