Największy protest odbył się po południu w Madrycie, gdzie kilkuset lekarzy zgromadziło się przed budynkiem Kongresu Deputowanych, niższej izby hiszpańskiego parlamentu. Łącznie w całym kraju w wiecach i marszach uczestniczyło kilka tysięcy lekarzy.

Uczestnicy manifestacji, które miały zazwyczaj spokojny przebieg, byli ubrani w stroje lekarskie, mieli na sobie maski ochronne oraz zachowywali dystans społeczny.

Jak poinformowały władze związku zawodowego lekarzy CESM, głównego organizatora strajku, kluczowym motywem protestu był sprzeciw wobec październikowego dekretu rządu Hiszpanii, zmieniającego m.in. warunki zawierania umów z pracownikami służby zdrowia w dobie epidemii koronawirusa.

Dokument ten przewiduje m.in. możliwość zakontraktowania przez władze medyczne wspólnot autonomicznych dodatkowych lekarzy, w tym medyków bez specjalizacji, a także większą mobilność personelu szpitalnego, na przykład - możliwość przerzucania załogi na inny oddział w sytuacji nagłego niedoboru personelu.

Protestujący lekarze podczas ulicznych manifestacji wzywali też władze Hiszpanii do zapewnienia placówkom służby zdrowia sprzętu medyczno-ochronnego z powodu nasilającej się drugiej fali koronawirusa.

Jak poinformował Tomas Torranzo, przewodniczący CESM, strajk będzie kontynuowany na terenie całego kraju w każdy ostatni wtorek miesiąca.

O ile władze CESM nazywają rządowy dekret dokumentem “niszczącym specjalizacje lekarskie”, o tyle rząd Pedra Sancheza zapewnia, że na podstawie obowiązujących tymczasowo, maksymalnie do 12 miesięcy, nowych przepisów hiszpańskie wspólnoty autonomiczne będą mogły zakontraktować 10 tys. dodatkowych lekarzy do walki z epidemią.