Jak pisze Prawo.pl, z informowaniem o koronawirusie w szkołach bywa jak z grą w „rosyjską ruletkę”. Niektóre placówki szybko i precyzyjnie informują o kontakcie ucznia z osobą zakażoną, tak, że rodzice wiedzą, iż nie powinni posyłać dziecka do szkoły. W innych - rodzice dostają maila tak tajemniczego, że nie mają pojęcia, co robić i żeby dojść, o jaką klasę chodzi i sami muszą prowadzić wręcz detektywistyczne śledztwo.

Według ekspertów, których opinie przytacza branżowy serwis, dyrektorzy piszą takie „enigmatyczne” maile, ponieważ przepisy stawiają ich w trudnej sytuacji: z jednej strony można powiedzieć, że RODO nie pozwala ujawniać im informacji o tym, kto zachorował na koronawirusa, z drugiej - zdrowy rozsądek wskazuje, że trzeba zawiadomić osoby zagrożone zakażeniem. 

Informacja o tym, że ktoś jest zakażony, powinna być sformułowana na tyle ogólnie, by nie wskazywać na konkretną osobę, ale jednocześnie chronić te, które mogą być zakażone, zwłaszcza, jeżeli organy inspekcji sanitarnej spóźniają się z decyzją.
- tłumaczy cytowana przez portal dr Marlena Sakowska-Baryła, radca prawny, partner w Sakowska-Baryła, Czaplińska Kancelaria Radców Prawnych Sp.p. zajmująca się problematyką ochrony danych osobowych.

Mając na uwadze ogólny obowiązek dyrektora do zapewnienia bezpieczeństwa uczniom należy przyjąć, że powinna zostać przesłana rodzicom informacja o styczności ich dziecka ze źródłem zakażenia, za pośrednictwem np. maila lub wiadomości w dzienniku elektronicznym. Natomiast to co powinno być treścią wiadomości, należy domniemywać z celu i charakteru tej wiadomości.
- wskazuje radca prawny Maciej Sokołowski.