Na placu Trzech Krzyży zgromadziły się lewackie środowiska protestujące przeciwko wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Grupa innych osób, związanych m.in. ze środowiskami narodowymi, blokowała tam wejście do Kościoła pw. św. Aleksandra. Obie strony oddzielało kilkudziesięciu policjantów. Protestujący w kierunku osób stojących przed drzwiami kościoła rzucili m.in. racę i butelki.

Jak podała Komenda Stołeczna Policji, w trakcie demonstracji poparzony został, po trafieniu racą, jeden z funkcjonariuszy. Udzielono mu pomocy medycznej. Pomocy wymagał także, jak dodała, mężczyzna trafiony butelką rzuconą przez chuligana.

- Jedna z agresywnych osób została zatrzymana

 - poinformowała komenda.

Wskutek ataku na funkcjonariuszy policja użyła gazu pieprzowego. "Wyraźnie podkreślaliśmy, że w takich przypadkach będziemy chronić naszych policjantów. Do tego celu w indywidualnych przypadkach wykorzystano między innymi gaz pieprzowy" - podała KSP w innym wpisie na Twitterze. Osobom poszkodowanym po użyciu gazu oraz w wyniku incydentów pomocy udzielają ratownicy medyczni.

Na Placu Trzech Krzyży był dziś też Adam Borowski - szef warszawskiego Klubu Gazety Polskiej. Udało nam się do niego dodzwonić po krótką relację:

"W tej chwili odpuszczają i rozchodzą się, ale było ostro. Oblewali ludzi farbą, rzucali butelki. Naprawdę to jest coś niebywałego. Dzicz! Dzicz po prostu!"

- powiedział Borowski w rozmowie z Niezalezna.pl przed godziną 22.00, lecz następnie rozmowę przerwał krzyk z miejsca demonstracji. Słychać było, że na placu panuje ogromne poruszenie.