Pandemia koronawirusa wymusiła zmianę naszych przyzwyczajeń w wielu dziedzinach życia. Także w służbie zdrowia. Z oczywistych względów, obecnie utrudniony jest bezpośredni kontakt z lekarzem, a przez to na znaczeniu zyskały teleporady. Niestety, w internecie nie brakuje „znachorskich” stron. Eksperci zauważyli również, że często sięgamy po porady celebrytów, którzy o medycynie nie mają bladego pojęcia. 

W ramach cyklu poradnikowo-edukacyjnego, który uruchomiliśmy kilka miesięcy temu i stale cieszy się sporym zainteresowaniem czytelników serwisu FilaryBiznesu.pl, tym razem postanowiliśmy się zająć kwestią nie tylko dotykającą dosłownie każdego z nas, ale równocześnie bardzo aktualną. Czyli udzielaniem porad medycznych za pomocą internetowych środków komunikacji. Narzędzie ogromnie przydatne – pod jednym warunkiem, że umiejętnie z niego korzystamy.

Już podczas pierwszej fali pandemii, postanowiono - chcąc powstrzymać skalę zakażeń - m.in. odciążyć przychodnie lekarskie i stworzono mechanizm udzielania konsultacji za pomocą teleporady. Wówczas był on skierowany przede wszystkim do osób, które miały kontakt z osobą zakażoną lub zaobserwowały u siebie niepokojące objawy. Z czasem jednak został rozszerzony dla pacjentów z innymi dolegliwościami.

Na stronie pacjent.gov.pl, czyli oficjalnym serwisie Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia można znaleźć informacje, w jaki sposób to działa. 

"Wiele przychodni wprowadziło teleporady medyczne, dzięki którym konsultację z lekarzem można przeprowadzić telefonicznie lub przez Internet. Jeśli Twoja przychodnia nie oferuje takiej usługi, możesz skontaktować się z inną" - czytamy.

Dzięki teleporadzie możesz otrzymać m.in.:

  • zalecenia
  • e-zwolnienie
  • e-receptę
  • poradę dotyczącą bezpośredniej wizyty w przychodni lub kontaktu ze stacją sanitarno-epidemiologiczną.

Na Internetowym Koncie Pacjenta możesz też wybrać lub zmienić lekarza, pielęgniarkę i/lub położną podstawowej opieki zdrowotnej, jeśli np. obecna nie udziela teleporad. Stają się one tym istotniejsze, że sytuacja jest coraz trudniejsza. 

„NFZ zalecił szpitalom ograniczanie do niezbędnego minimum lub czasowe zawieszenie zabiegów. Dotyczy to zabiegów planowych, zwłaszcza tych, które wymagałyby następnie dłuższego pobytu w szpitalu na anestezjologii i intensywnej terapii. Ograniczenie nie dotyczy planowej diagnostyki i leczenia chorób nowotworowych” – podano niedawno w komunikacie.

Ale kij ma dwa końce… Pojawił się inny problem – wprawdzie już wcześniej obserwowany, ale po wybuchu pandemii występujący ze wzmożoną siłą. Chodzi o poszukiwanie porad z zakresu medycyny na stronach niewiadomego autorstwa, rosnące grono celebrytów i infuelncerów bez fachowej wiedzy, ale publicznie dzielących się swoimi pseudo-medycznymi spostrzeżeniami, nie brakuje również osób wręcz cynicznie wykorzystujących kryzysową sytuację. 

Amerykański serwis healthline.com przeprowadził badanie trwające kilka miesięcy (od kwietnia do czerwca br.), w którym wzięła udział grupa zróżnicowana pod względem płci, wieku, pochodzenia etnicznego i miejsca zamieszkania. W pierwszej kolejności sprawdzono zachowania osób przewlekle chorych – potwierdziło się, że szukają informacji w internecie, choć akurat oni bazowali głównie na specjalistycznych, fachowych stronach. 

- Według badania opublikowanego w lipcu przez Pew Research Center, aż 8 na 10 z badanych internautów poszukiwało w sieci informacji na temat zdrowia. To zauważalny wzrost w porównaniu z 2001, kiedy wartość ta wynosiła 6 na 10 osób – potwierdza Anna Lew-Starowicz, CEO internetowej przychodni Telemedika.net, która świadczy usługi zdalnych konsultacji medycznych. 

Okazało się, że aż 76 % poszukujących informacji na temat stylu życiu lub zdrowia, w pierwszej kolejności zagląda do sieci.

Im jednak osoby młodsze, tym chętniej sięgające po „porady” chociażby infuelncerów działających w mediach społecznościowych. Co jeszcze gorsze, odsetek korzystających z tego źródła systematycznie wzrasta. Tym samym ryzyko drastycznie rośnie, bo korzystając z niefachowej porady nie tylko nie rozwiążemy problemu medycznego, ale wręcz możemy zaszkodzić własnemu zdrowiu.

- W samych tylko Stanach Zjednoczonych, z powodu zaniedbania, jakim jest brak konsultacji z lekarzem, umiera rocznie około 45 tysięcy osób. To około 0.013% całej populacji. Chociaż konstrukcja systemu opieki zdrowotnej w USA jest diametralnie inna, to gdyby podobną skalę przyjąć w Polsce, uzyskalibyśmy wynik bliski 5. tysięcy osób. To ogrom żyć, które można uratować – uważa A. Lew-Starowicz. 

Drastyczny wzrost zakażeń w skali globalnej, brak szczepionki, obciążenie służby zdrowia w wielu krajach – to raczej nie daje nadziei na szybki powrót do dawnych przyzwyczajeń, czyli wizyt w przychodniach i konsultacji osobistej w lekarskim gabinecie. Tym bardziej na znaczeniu zyska telemedycyna. Dlatego bardzo ważne jest, aby korzystać ze sprawdzonych źródeł. Do takich na pewno należy pacjent.gov.pl
 

 


Artykuł pochodzi ze strony filarybiznesu.pl