Będzie ono pierwszym krajowym referendum od 1989 roku, od głosowania, w którym Chilijczycy postanowili nieco „zdemokratyzować” konstytucję z 1980 roku, narzuconą krajowi przez dyktaturę.

Nawiązując do listu pasterskiego skierowanego w tym miesiącu przez Episkopat do chilijskich wyborców biskup Silva Retamales podkreślił w wywiadzie, że przy podejmowaniu decyzji dotyczącej zmiany Ustawy Zasadniczej wyborcy powinni kierować się „poczuciem sprawiedliwości i solidarnością w celu przezwyciężenia przepaści społecznych, ekonomicznych i kulturalnych we wspólnocie narodowej, pogłębionych przez następstwa pandemii koronawirusa oraz chęcią zapewnienia właściwej ochrony najsłabszym”.

„Nikt nie powinien czuć się zagrożony lub wykluczony”, a „pokój społeczny jest owocem sprawiedliwości i uwzględniana postulatów socjalnych” – podkreślali autorzy listu pasterskiego Episkopatu Chile, nawiązując w ten sposób do fali masowych demonstracji, jakie wstrząsały krajem od października ubiegłego roku do wybuchu pandemii Covid-19 w marcu tego roku.

Biskupi potępiają przemoc

Komentarze głównych chilijskich dzienników, jak cytowanej najstarszej gazety codziennej w kraju, konserwatywnego „El Mercurio” i wpływowego dziennika „La Tercera” na temat niedzielnego plebiscytu w sprawie nowej, demokratycznej Konstytucji dla Chile, która zastąpiłaby „pinochetowską” z 1980 roku, na ogół sprowadzają się do konkluzji: potrzebne jest w tym celu szerokie porozumienie polityczne, do którego powinien doprowadzić po referendum konstytucyjnym centroprawicowy rząd prezydenta Sebastiana Pinery.

Jeśli większość głosujących, zgodnie ze wszystkimi prognozami chilijskich sondażowni, zagłosuje w niedzielę za zmianą obecnej konstytucji na demokratyczną, to w ciągu 12 miesięcy powinna być zredagowana nowa ustawa zasadnicza, która zostanie zatwierdzona w kolejnym plebiscycie.

Chilijscy biskupi potępiają w swych wypowiedziach przed referendum wszelką przemoc. W tym wydarzenia ubiegłej niedzieli, do których doszło podczas wielkiej demonstracji w Santiago de Chile w rocznicę wybuchu „rewolty społecznej”. Pod jej koniec - gdy żandarmeria starała się rozpędzić demonstrantów i aresztowała około 600 z nich, a jeden z funkcjonariuszy zrzucił z mostu młodego uczestnika demonstracji. Doszło też do podpaleń - grupa zamaskowanych mężczyzn podłożyła ogień w dwóch kościołach w centrum chilijskiej stolicy.

"Zobaczmy, jak płonie"

Jeden ze zniszczonych niedawno kościołów w Santiago, kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, od ponad roku poddawany jest stopniowej dewastacji.

- Ze względu na swoje położenie, zaledwie kilka metrów od Plaza Baquedano [główny obszar niedawnych protestów], parafia przeżywała stan ciągłej niepewności, nawet podczas lockdownu związanego z pandemią koronawirusa

 - wyjaśnia María de los Ángeles Covarrubias, przewodnicząca chilijskiej sekcji narodowej Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie (ACN International). 

- Od 2019 r. ściany pokryte są graffiti, zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz, z hasłami atakującymi Kościół i księży oraz takimi zwrotami jak "Zobaczmy, jak płonie”

- dodała.

Covarrubias, cytowana w komunikacie PKWP, podkreśla, że takie zachowania nie powinny mieć "w społeczeństwie, które twierdzi, że jest demokratyczne'.

8 listopada miał zostać ogłoszony program prac renowacyjnych świątyni, która ucierpiała także podczas ubiegłorocznych protestów.

- Jeszcze kilka lat temu nie wyobrażaliśmy sobie, że na skutek nietolerancji zobaczymy w Chile płonące kościoły - zaznacza przewodnicząca chilijskiej sekcji PKWP.