Czy wprowadzanie kolejny obostrzeń i coraz surowszych restrykcji sanitarnych, a także zamykanie niektórych branż, może doprowadzić do sytuacji, kiedy większość społeczeństwa polskiego się zbuntuje i przestanie przestrzegać rygorów nakładanych przez rządzących?

Nie sądzę, gdyż żyjemy w społeczeństwie mocno zróżnicowanym. To co dla innych jest bardzo dużym ryzykiem, dla kogoś jest zwyczajną niedogodnością. Mamy mnóstwo takich zawodów, które na koronawirusie nie tracą tak bardzo jak m.in. mali i średni przedsiębiorcy. Ci pracownicy inaczej będą postrzegali sytuacje pandemii niż przedsiębiorca, którego los zależy od ilości klientów. Mówiąc o obostrzeniach i wewnętrznych konfliktach społecznych, z pewnością będą one różnie odbierane i równie narastały w poszczególnych grupach społecznych.

Czy środowiska negujące istnieje COVID-19 oraz ruchy antymaseczkowe mogą spowodować wzrost poparcia dla partii głoszących skrajne lub wręcz ekstremistyczne poglądy?

Moim zdaniem bardziej dla skrajnych niż ekstremistycznych. Zwróćmy uwagę na to, że żyjemy w swoich mikroświatach. Ci, którzy w tej chwili są nazywani jako „antymaseczkowcy”, w zasadzie mają ograniczony dostęp do innych mikroświatów. Obszar przenikania ich idei czy obszar, w którym oni mają jakiekolwiek możliwości oddziaływania, jest ograniczony. Prawdopodobnie tu będzie znowu ten element, o którym mówiliśmy przed chwilą, że społeczeństwo jest zróżnicowane. Różnice, jakie występują pomiędzy dyrektorem międzynarodowej korporacji, który spokojnie pracuje w domu online, a np. fryzjerem, który drży, czy w przyszłym miesiącu będzie miał dochód, są spore.

Prawdopodobnie na tego drugiego argumentacja skrajnych środowisk będzie wpływała bardziej, ze względu na to, że nie zarobi pieniędzy, a obostrzenia mogą doprowadzić do upadku jego firmy.

Jakich zachowań społeczeństwa możemy się spodziewać w nadchodzących tygodniach?

Będzie to zależało od obiektywnej sytuacji, o ile będzie wzrastała liczba osób zakażonych, o ile będzie wzrastała liczba zachorowań i -przede wszystkim- o ile będzie wzrastała liczba zgonów. To prawdopodobnie będzie przekładało się na skalę restrykcji. Jeśli będą one surowsze, to głośniejsze będzie wołanie tych, których one dotkną. Z kolei ci, którzy należą do innego mikroświata i nie odczują negatywnych konsekwencji ekonomicznych, a jednocześnie będą dostawali coraz więcej informacji o zagrożeniu ich zdrowia, a nawet zagrożeniu zdrowia całego społeczeństwu – oni będą domagali się surowszych restrykcji. Sytuacja konfliktowa jest prawie na talerzu i należałoby robić wszystko, aby te różnice społeczne jakieś rozładowywać.