Media społecznościowe stają się coraz ważniejszym elementem politycznej układanki. Dla rosnącej liczby osób portale takie jak Facebook czy Twitter są podstawowym źródłem informacji o polityce i sytuacji w kraju i na świecie. Niektórzy analitycy twierdzą wręcz, że bez mediów społecznościowych i darmowej kampanii jaką przeprowadzili w nich jego zwolennicy Trump nigdy nie zostałby prezydentem. 

Dla nikogo jednak nie jest już tajemnicą, że Krzemowa Dolina jest od lat zdominowana przez lewicę i media społecznościowe nie są tutaj wyjątkiem. Prawica od dawna oskarża je o cenzurowanie prawicowych treści i prześladowanie prawicowych komentatorów przy równoczesnym przymykaniu oczu na treści publikowane przez lewicę. Ostatnio społecznościówki jasno udowodniły, że te oskarżenia są prawdziwe - poprzez ocenzurowanie niewygodnego dla Bidena artykułu o brudnych interesach jego syna. 

Wygląda na to, że była to kropla, która przelała czarę goryczy. Republikanie od dawna mówili, że sytuacja wymaga naprawy, ale w końcu zaczęli działać. Senator z Georgii Kelly Loeffler w środę przedstawiła ustawę, która znacznie utrudni portalom społecznościowym cenzurę polityczną. Ma tak się stać dzięki zmianie treści słynnego Sekcji 230. 

Sekcja 230 to fragment Ustawy o Przyzwoitości w Komunikacji z 1996 roku. Chroni ona właścicieli portali internetowych przed odpowiedzialnością prawną za treści publikowane na nich przez strony trzecie. Ten zapis jest kluczowy do funkcjonowania portali społecznościowych. Sama ich skala – Facebook ma obecnie ok. 2,7 miliarda użytkowników publikujących treści co najmniej raz w miesiącu a Twitter 330 milionów – sprawia, że sprawdzenie wszystkiego, co publikują użytkownicy jest fizycznie niemożliwe. 

Coraz więcej Republikanów uważa, że w związku z lewicową cenzurą Sekcja 230 powinna być całkowicie usunięta z prawa a media społecznościowe powinny być traktowane tak samo jak wszystkie inne media, z odpowiedzialnością karną za np. oczernianie. Propozycja  Loeffler nie idzie tak daleko, ale wprowadza istotne zmiany do tzw. klauzuli dobrego samarytanina. Wolność słowa jest w USA chroniona konstytucyjnie, ale ta klauzula umożliwia usuwanie treści, które normalnie byłyby chronione przez pierwszą poprawkę do konstytucji, które zostaną uznane przez operatorów portali za obsceniczne albo obraźliwe, pod warunkiem, że dokonują tego w dobrej wierze. Zdaniem prawicy media społecznościowe nadużywają tego zapisu aby cenzurować treści konserwatywne – osoby i organizacje, które zostały poddane takiej cenzurze, nie mogą w praktyce podać ich przez tą klauzulę do sądu. 

Ustawa Loeffler znacząco zmieni brzmienie tej klauzuli. Jeśli wejdzie w życie, to operatorzy mediów społecznościowych będą mogli usuwać i moderować jedynie treści, które łamią prawo, nawołują do terroryzmu i przemocy. Oznacza to, że jeśli np. Facebook usunie prawicowy artykuł, który tego nie robi, to osoba która go opublikowała będzie mogła podać ich do sądu i zażądać odszkodowania. W praktyce ta drobna zmiana uniemożliwi więc cenzurę. 

Loeffler stwierdziła, że Ameryka nie powinna pozwalać już Facebookowi, Google i innym firmom z sektora Big Tech na dyktowanie tego o czym można rozmawiać w internecie. „W kraju, który od dawna czci wolność ekspresji nie możemy pozwolić firmom z sektora Big Tech na to, żeby ręcznie dobierały mowę do której konserwatyści i Amerykanie będą mogli mieć dostęp i którą będą mogli udostępniać w internecie” - powiedziała mediom. - „Zbyt długo Big Tech kryła się za nadmiernie ogólnymi zapisami Sekcji 230 angażując się w praktyki, które są fundamentalnie nieamerykańskie i antydemokratyczne”. 

Loeffler wysłała również list do FCC – rządowej agencji kontrolującej komunikację – z żądaniem aby zdefiniowali kryteria tego, kiedy firma może otrzymać ochronę prawną wynikającą z Sekcji 230. Szef FCC Ajit Pai ogłosił, że jego agencja wkrótce stworzy taką listę. Analogiczna do ustawy Loeffer ustawa została również przedstawiona w Izbie Reprezentantów przez kongresmana Paula Gosara. „Big Tech nie powinien mieć specjalnego immunitetu aby cenzurować wszystko i wszystkich których nie lubią. Szeroki i nienależny immunitet do usuwania treści i użytkowników przyznany im przez Sekcję 230 musi mieć ściągnięte wodze. Ta ustawa da siłę użytkownikom i sprawi, że Big Tech będzie miał te same prawa i obowiązki co wszyscy inni, i cieszę się, że senator Loeffer walczy o to w senacie” - powiedział. Pod jego ustawą aż 15 innych republikańskich senatorów podpisało się jako kosponsorzy, co świadczy o ogromnym zainteresowaniu partii tym tematem. 

Na razie nie wiadomo, czy Republikanom uda się wprowadzić ją w życie. Lewica otwarcie broni obecnego, działającego na ich korzyść status quo. O ile teoretycznie zdążyliby przepchnąć ją przed wyborami przez senat, o tyle wielce prawdopodobne, że nie uda się to w zdominowanej przez Demokratów Izbie Reprezentantów. Do wejścia ustawy w życie musi ona być przyjęta przez obie izby Kongresu i podpisana przez prezydenta, więc jedyną realną szansą jest to, że w wyborach zwycięży Trump a Republikanom uda się obronić Senat i odbić Izbę. 


Big Tech i lewica zapewne spróbują ją także zablokować sądownie. Sędzia Sądu Najwyższego Clarence Thomas napisał jednak niedawno w opinii, że standardy Sekcji 230 są zbyt niejasne i rząd federalny ma prawo je unowocześnić aby lepiej odpowiadały potrzebom społeczeństwa w którym Internet nie jest już ciekawostką jak w 1996, kiedy Sekcja 230 weszła w życie, a istotnym elementem życia społeczeństwa. Sugeruje to, że mający przewagę w SCOTUSie konserwatywni sędziowie nie pozwolą na to, by wyroki sądów niższych instancji zablokowały tę reformę. 


Wiktor Młynarz. Źródło: