Europarlament w cieniu pandemii

  

Ostatnią, zeszłotygodniową pięciodniową sesję Parlamentu Europejskiego w Brukseli po raz kolejny przeniesiono ze Strasburga – odbyła się w cieniu drugiej fali pandemii. Fali ostrzejszej niż ta pierwsza, wiosenna.

Minister zdrowia Królestwa Belgii ogłosił, że sytuacja epidemiologiczna w jego kraju jest najgorsza w całej Unii. Dziennie umiera tu ponad 200 osób, a więc dwa razy więcej niż w ponad trzykrotnie liczebniejszej Polsce. Liczba zachorowań jest niewiele mniejsza niż u nas, mimo że mieszka tutaj, w kraju, w którym piszę te słowa, ok. 11,5 mln mieszkańców, a nie 38, jak u nas. Skądinąd sytuacja zmieniła się od wiosny, bo wtedy Bruksela była bardziej bezpieczna, a główne ognisko pandemii w kraju było w Antwerpii. Teraz to belgijska stolica bije wszelkie rekordy zachorowalności i zgonów.

Europarlament wreszcie jak Sejm, czyli możliwość zdalnej debaty

80 proc. pracowników PE ma obowiązek pracować zdalnie. Faktycznie w domu pracuje więcej. Budynek europarlamentu jest opustoszały jak nigdy. Usunięto nawet fotele do siedzenia na korytarzach i w europarlamentarnych kafejkach, aby uniknąć pokusy spotkań, a przez to zwiększenia możliwości zarażenia.
A jednak europarlament funkcjonuje. Po raz pierwszy w historii – zresztą wzorem parlamentu polskiego! – europosłowie mieli możliwość zdalnego przemawiania w czasie obrad plenarnych. Dotychczas mogli to czynić, wyłącznie będąc fizycznie na sali plenarnej PE. Teraz mogli być aktywni z biur informacyjnych europarlamentu zlokalizowanych w poszczególnych krajach i miastach – w Polsce znajdują się one w Warszawie i we Wrocławiu (w każdym państwie członkowskim jest co najmniej jedno takie biuro, a w kilku, w tym Polsce, są dwa).

Obrady rozpoczęły się od mocnego uderzenia – czyli debaty o usługach cyfrowych i sztucznej inteligencji. Chodzi o regulacje dotyczące poprawy funkcjonowania wspólnego rynku w tym obszarze wypracowane przez Komisję Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumentów PE. Sprawozdawcą był socjalista z Malty Alex Agius Saliba. Pracowała nad tą regulacją również komisja prawna, która zajmowała się kwestią „stosowania przepisów prawa handlowego i cywilnego do podmiotów gospodarczych prowadzących działalność internetową” oraz „aspektami etycznymi sztucznej inteligencji, robotyki i powiązanych z nimi technologii”.

Walka z fake newsami i o sztuczną inteligencję

Swoje trzy grosze wtrąciła osławiona Komisja Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych, która dorzuciła sprawy związane z… prawami podstawowymi. Owa regulacja: DSA (angielski skrót od: Digital Services and Artificial Intelligence) następuje po konsultacjach publicznych w tym obszarze rozpoczętych przez Komisję Europejską 2 czerwca 2020 r.

Warto przypomnieć, jakie są oczekiwania Polski w tej kwestii. Można je podzielić na trzy cele.

1. Jeśli chodzi o funkcjonowanie dyrektywy o handlu elektronicznym, władze RP zabiegają o takie unowocześnienie przepisów, aby nie zmieniać zasad, które stały u podstaw tworzenia jednolitego rynku cyfrowego. Chodzi o „państwo pochodzenia” (art. 3 Dyrektywy), wyłączenie odpowiedzialności pośredników internetowych (art. 12) oraz brak nakazu monitorowania treści (art. 15). Polska jest przeciwko fragmentacji wewnętrznego rynku UE, za ochroną praw użytkowników internetu, za zwiększeniem bezpieczeństwa w sieci oraz za wprowadzeniem realnego nadzoru nad rynkiem (moderacja treści przez pośredników).

2. Regulacje systemowo ważnych platform internetowych: chodzi o zapewnianie sprawiedliwych relacji między dużymi platformami a ich użytkownikami oraz zagwarantowanie otwartości i realnej konkurencji na rynku cyfrowym. W tym celu trzeba wypracować, naszym zdaniem, precyzyjną definicję „platform o znaczeniu systemowym”. Widzimy, do czego prowadzi brak zdefiniowania praworządności w traktatach europejskich. Takie platformy o znaczeniu systemowym muszą być oparte na kryterium obrotowym, liczbie użytkowników i transgraniczności. Rząd RP chce wzmocnienia nadzoru nad platformami o znaczeniu systemowym, aby zapewnić skuteczniejszą egzekucję przepisów oraz realizację ich obowiązków, choćby takich jak transparentność, niedyskryminacja i interoperacyjność.

3. Ograniczanie fake newsów, dezinformacji w sieci. Jest to stanowisko Polski, które ja jako członek nowej komisji specjalnej PE-INGE (komisja do badania zewnętrznej akcji dezinformacyjnej w sieci wobec UE i krajów UE) uznałem za szczególnie ważne z punktu mojej nowej aktywności i nowego wyzwania w europarlamencie.

Ważne jest rozróżnienie w nowej regulacji treści nielegalnych – dla nich wystarczą dyrektywy o handlu elektronicznym – i treści szkodliwych, jak np. wspomniana dezinformacja. Projektując nowe zapisy unijnego prawa, trzeba pamiętać o równowadze pomiędzy gwarancjami bezpieczeństwa z jednej strony a ochroną przed kneblem, czyli cenzurą w sieci, z drugiej. Uzasadniona troska o bezpieczeństwo nie może być pretekstem do ograniczenia wolności wypowiedzi i prawa do informacji.
W badaniach nad sztuczną inteligencją UE podkreśla, że w ich centrum musi stać człowiek – „human-centric”. Sformułowano wręcz określenie „Trustworthy Artificial Integrity”, czyli „sztuczna inteligencja godna zaufania”.

Zapewne artykuł ten dotrze do użytkowników sieci, po tym jak opublikuję go na blogu lub znajdzie miejsce na portalu Niezależna.pl. Warto jednak wiedzieć, co piszczy w unijnej cyfrowo-robotycznej trawie.

PESCO – byle nie kosztem NATO...

W europarlamencie odbyła się również debata na temat bezpieczeństwa i PESCO (wdrażanie Stałej Współpracy Strukturalnej). Warto w tej kwestii przedstawić stanowisko Polski. Nie chcemy, aby PESCO służyło do kwestionowania pośrednio NATO i bezpieczeństwa transatlantyckiego. Zależy nam na strategicznej współpracy UE i NATO. Chcemy też bardziej efektywnych reakcji UE na wspólne zagrożenia: hybrydowe, cybernetyczne, ale też tradycyjne – konwencjonalne. Chcemy też zwiększenia wydatków państw UE-27 na obronność. Ale chcemy też, aby na poziomie Unii wzmacniać rozwój potencjału obronnego poszczególnych krajów członkowskich oraz wspierać rozwój Europejskiej Bazy Przemysłowo-Technologicznej Sektora Obronnego (EDTiB). Zależy też nam na tzw. high-end capability, czyli na zdolnościach obronnych do działań w dużej skali i bardzo efektywnych.

„Nieobecni nie mają racji”. Ta prosta zasada przyświeca nam, europarlamentarzystom Prawa i Sprawiedliwości, którzy są w Brukseli mimo pandemii i starają się czynnie uczestniczyć w grze, która się tam toczy. Dla prowadzenia dumnej i silnej polityki zagranicznej nie wystarczą slogany – też potrzebne! – z Warszawy.


Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts