Mający swoją siedzibę w Georgii ośrodek na dzień przed wyborami w 2016 r. jako jeden z nielicznych ośrodków badań opinii publicznej trafnie przewidział, że Trump zwycięży w Michigan, Pensylwanii oraz na Florydzie.

"Zorientowaliśmy się, że sondaże nie uwzględniają ukrytych głosów oddanych na Trumpa" - tłumaczył w telewizji Fox News Cahaly. Jego zdaniem elektorat prezydenta nie dzieli się chętnie swoimi opiniami i nie chce uczestniczyć w sondażach, przez co nie jest w odpowiedniej proporcji uwzględniany w większości badań.

Trafalgar proponuje nieco inną metodologię badań niż konkurencyjne ośrodki. Bierze pod uwagę m.in. kwestie psychologiczne i pyta się ankietowanych np. o to, na kogo, według nich, głos oddadzą ich sąsiedzi.

Zdaniem ośrodka tegoroczny pojedynek wyborczy będzie jeszcze bardziej wyrównany niż ten sprzed czterech lat. Cahaly przewiduje, że Trump ponownie zwycięży na Florydzie, w Ohio, Karolinie Północnej i Georgii.

Według sondaży Trafalgara Republikanin zwycięży także w Michigan (o 0,6 punktu procentowego) i Arizonie (o 4 pkt. proc.). Jego rywal - Demokrata Joe Biden, wygra natomiast w Pensylwanii (o 2,3 pkt. proc.) oraz w Wisconsin (o 1,3 pkt. proc.). Oznaczać to będzie prawdopodobnie 276 z 538 głosów elektorskich dla Trumpa, co zapewni urzędującemu prezydentowi następną kadencję.

Zdecydowana większość amerykańskich sondaży za faworyta zaplanowanych na 3 listopada wyborów uznaje Bidena. Skupiający się na analizie badań opinii publicznej portal FiveThirtyEight daje Demokracie 88 proc. szans na końcowy triumf. 20 października 2016 r. dawał ówczesnej kandydatce Demokratów Hillary Clinton podobne szanse - 87 proc.

W zliczającym średnią z ogólnokrajowych sondaży portalu RealClearPolitics, w stanach wahających się – Karolinie Północnej, Florydzie, Arizonie, Ohio, Michigan i Pensylwanii – Biden prowadził z Trumpem w środę o 3,8 pkt. proc.

Do tej pory we wczesnym głosowaniu obejmującym głosy oddane korespondencyjnie, jak i osobiście, wzięło udział ponad 41 mln Amerykanów, co stanowi ok. 29,7 proc. końcowej frekwencji z 2016 r. W Teksasie odsetek ten wynosi już aż 59,2 proc. Jak pokazują badania, do wczesnego głosowania w trakcie pandemii szczególnie zmobilizowany jest elektorat Demokratów.