Tomasz Sakiewicz zauważył, że szkoły podstawowe funkcjonują normalnie, ale szkoły ponadpodstawowe w zasadzie są już na działaniu zdalnym. Redaktor zapytał o to, w którą stronę to pójdzie i czy należy spodziewać się kompletnego zamknięcia szkół. 

- Trzeba pamiętać, że nawet uczniowie, którzy nie chodzą do szkół, nie mają wolnego. Oni uczestniczą w zajęciach, tyle że zdalnych. Wszyscy się chyba jednak zgadzamy, że tego typu zajęcia są mniej efektywne niż stacjonarne, w klasie w szkole. My staraliśmy się, jako Ministerstwo Edukacji Narodowej, maksymalnie opóźnić ten moment, kiedy szkoły przestaną funkcjonować w modelu stacjonarnym. Ta epidemia, rozwój epidemii i wzrost liczby zachorowań, zmusiły nas do tego, żeby przynajmniej tą starszą młodzież, która bardzo często musi przemieszczać się trochę dalej do swojej szkoły ponadpodstawowej, często autobusem, czasami pociągiem, kumuluje taki dodatkowy ruch społeczny, przynajmniej w tej strefie czerwonej, przeszła na nauczanie na odległość. Tak, aby wyeliminować przynajmniej część tych kontaktów społecznych. Miejmy nadzieję, że za ileś dni, da to jakiś pozytywny efekt i ograniczy przynajmniej w jakiejś części liczbę zachorowań

- stwierdził Dariusz Piontkowski. 

- To, co będzie działo się ze szkołami podstawowymi, zależy od rozwoju epidemii. Oczywiście, jeżeli tak szybko będzie rosła liczba zachorowań, to nie możemy wykluczyć, że w kolejnych tygodniach, czy nawet dniach, zostanie podjęta decyzja, żeby na przykład uczniowie starszych klas w szkołach podstawowych, też przechodzili na system mieszany

- dodał. 

- Przypomnę, że my stworzyliśmy taki mechanizm, który pozwala na to, żeby część uczniów przychodziła normalnie do szkoły, spotykała się z nauczycielami, a druga część, aby przynajmniej część mogła odbywać zajęcia w sposób zdalny. Tutaj zostawiamy dyrektorom dosyć dużo swobody. Mogą oni swobodnie decydować o tym, które klasy, bądź ich fragmenty będą na nauczaniu zdalnym

- podkreślił poseł PiS. 

Dariusz Piontkowski zauważył, że nauczanie na odległość wymaga także ogromnej samodyscypliny uczniów i wielu z nich, nie jest do tego przygotowana. - Wielu uczniów nie jest w stanie tak się samodzielnie zdyscyplinować, żeby regularnie uczestniczyć w tych zajęciach i samodzielnie przerabiać dużą część materiału - zaznaczył.