W czwartek funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali na polecenie poznańskiej Prokuratury Regionalnej 12 osób, w tym znanego adwokata Romana Giertycha. W kancelarii mecenasa i w jego mieszkaniu, agenci dokonali przeszukań. Przy przeszukaniu w podwarszawskiej willi obecny był również sam Giertych, który jednak w trakcie czynności miał zemdleć. Został przetransportowany do szpitala.

Ocena stanu jego zdrowia wywołała wiele kontrowersji. Z jednej strony padały głosy o "symulowaniu", z drugiej - o poważnym stanie. Podważono, biorąc pod uwagę stan zdrowia adwokata, skuteczność postawienia mu przez prokuratora zarzutów, które dotyczą wyprowadzenia i przywłaszczenia ze spółki deweloperskiej ok. 92 mln zł.

W piątek rzecznik prasowa Prokuratury Regionalnej w Poznaniu podała, że śledczy uzyskali opinię lekarską zezwalającą na przesłuchanie Romana Giertycha w szpitalu.

Zatrzymaniu i stawianiu zarzutów Giertychowi towarzyszyła pewnego rodzaju kampania medialna. Tuż po zatrzymaniu kilku dziennikarzy, których trudno posądzać o sympatię do obecnie rządzących, wskazywała - wprost i nie wprost - na rzekomo polityczne motywacje takiego działania organów ścigania.

Sprawa zaczęła być coraz częściej przedstawiana w części mediów jako powód do niepokoju związanego z tzw. stanem praworządności w Polsce. O zatrzymaniu Giertycha rozpisywał się nawet "New York Times", jednak w artykule zabrakło informacji, jaki był powód takiego działania służb.

- Jaki to mechanizm sprawia, że wszyscy inni z przeszłością polityczną, taką jak ma pan mecenas Roman Giertych, byliby nazywani przez media mainstreamu faszystami, ludźmi na marginesie polityki. Jak to się dzieje, że niektórzy mając takie polityczne doświadczenia, w ciągu kilku lat przekształcają się w swoje kompletne przeciwieństwo i stają się i bronią ich mainstreamowe, lewicowo-liberalne media - pytał w niedzielę w programie "Woronicza 17" poseł Dominik Tarczyński.

Murem za Romanem?

Zdaniem Doroty Kani, redaktor naczelnej Telewizji Republika, obrona Romana Giertycha przez część mediów i dziennikarzy to "klasyka gatunku".

Kania dołączyła link do tekstu "Gazety Wyborczej" przedstawiającego manifestację w obronie byłego senatora Platformy Obywatelskiej, Józefa Piniora.

Korupcyjne zarzuty dla byłego parlamentarzysty określano mianem "politycznej nagonki".

"W szeregach opozycji i w sprzyjających jej mediach zapanowała histeria. >>Solidarni z Józefem Piniorem. Manifestacja po zatrzymaniu legendarnego opozycjonisty. Nie wierzymy w te zarzuty!<<, >>Wszyscy murem za Piniorem!<< – skandowała ponad setka mieszkańców Wrocławia, zebranych, by wesprzeć legendę opozycji z czasów PRL. Głos zabrał też były opozycjonista Władysław Frasyniuk, któremu akcja CBA w domu Józefa Piniora kojarzyła się z zatrzymaniem Barbary Blidy. Gdy prokuratura zwróciła się do sądu o areszt dla Piniora, na odsiecz ruszyła totalna opozycja, organizując w sądzie manifestację, którą relacjonowały telewizja TVN 24 oraz Gazeta Wyborcza" - pisała we wrześniu na łamach "Gazety Polskiej Codziennie" Dorota Kania.

W lutym 2020 r.  na rok i 6 miesięcy więzienia skazał wrocławski  sąd byłego senatora Józefa Piniora oraz jego asystenta Jarosława Wardęgę. Senator miał przyjąć 40 tys. zł. Wyrok nie jest prawomocny.