Europoseł Prawa i Sprawiedliwości uważa, że faktem jest, że w Unii Europejskiej już doszło do "pęknięcia". Mówił też, że "na ogół jest tak, że wetują odważni, a mniej odważni się za nimi kryją". "Wystarczy jeden kraj do zawetowania. Wiemy z deklaracji, że będą to Polska i Węgry, a to wystarczy, żeby zatrzymać budżet" - powiedział w Telewizji Republika.

To, że nie będzie budżetu na skutek weta, zostało przewidziane przez Parlament Europejski już wiosną. Zażyczył on sobie i Komisja Europejska to spełniła, przygotowanie oprzyrządowania awaryjnego na wypadek braku budżetu. To się nazywa prowizorium budżetowe i przewidziane jest w Traktacie - wielkości z minionego roku przenosi się automatycznie na nowy rok. Nota bene, dla Polski te wielkości są bardziej korzystne, niż to, co miałoby nastać

- tłumaczył Jacek Saryusz-Wolski.

Prowadząca zapytała, czy w takim wypadku wypłacane są wszystkie środki, czy tylko niektóre. 

Wszystkie środki, ale według podziału minionej "siedmiolatki" i ostatniego roku, czyli 2020, są wypłacane w 2021. Tego nowego nie ma i nie będzie go tak długo, aż nie będzie porozumienia

- uściślił Saryusz-Wolski.

Można powiedzieć, że "złapał Kozak Tatarzyna"

- dodał polityk Prawa i Sprawiedliwości.

Podczas programu drugim z rozmówców Katarzyny Gójskiej, był europoseł Lewicy Marek Balt. Poruszył on problem, o którym wypowiadali się też niektórzy inni politycy - możliwości powołania osobnych funduszy, przez grupę dziewięciu państw. Chodziło podjęcie porozumienia wzmocnionej współpracy przez grupę minimum dziewięciu państw. Balt obawiał się wykluczenia w ten sposób Polski z dostępu do funduszy europejskich.

Tak zwana wzmocniona współpraca jest stosowana, ale nie w przypadku weta. Tam nie ma ani słowa na ten temat. Po drugie, jest formułą, na którą wszyscy muszą się zgodzić, aby była. Nie można nikomu zabronić w niej partycypować

- odparł Jacek Saryusz-Wolski.

Ten temat będzie przez nas kontynuowany.