Od soboty Lublin jest w tzw. czerwonej strefie, w której obowiązują zaostrzone ograniczenia w funkcjonowaniu m.in. komunikacji miejskiej, placówek kultury. Ograniczona została dostępność do lokali gastronomicznych i miejsc kultu. W sklepach może przebywać jednocześnie ograniczona liczba klientów. Zamknięte zostały baseny, aquaparki i siłownie.

Na popularnym w Lublinie bazarze przy ul. Ruskiej ruch w sobotę przed południem był nieco mniejszy niż zwykle - mniej było zarówno sprzedawców, jak i kupujących. Wszyscy byli w maseczkach, ale wielu ludzi nosiło je na brodzie. „Handel jest mniejszy, ludzie się boją, zostali w domach. Ja się nie boję, ale maseczkę mam, bo tak każą” – powiedział jeden ze sprzedawców warzyw. „Takich jak ja to się żadna choroba nie ima” – dodał inny, postawny mężczyzna.

Ludzi jest mniej, choć zbliżają się święta "świeczkowe". Myślę, że władze zabronią wyjazdów na groby. Jak będzie 10 tys. zakażeń dziennie, to zabronią. Powinni zabronić. Jak ludzie pojadą na groby, to rozniosą to wszędzie i zaraz będzie 50 tys. zakażeń

– mówił mężczyzna.

Zmniejszony ruch był także na jednym z targowisk w dzielnicy Czechów. Niektórzy z kupujących robili zapasy. „Przychodzę tu co tydzień o tej samej porze i kupuję u sprawdzonego sprzedawcy warzywa. Dziś już buraczków nie dostałam, bo wykupione. Marchewki też było już mało. To jakaś histeria” – mówi pani Maria. „Ja poprzednio (wiosną) tak zrobiłam, że kupiłam więcej, ale teraz to nie wiem, chyba nie ma sensu” - dodaje inna pani. Jeden ze sprzedawców uspakajał kobiety. „Spokojnie. Teraz to jeden telefon i warzywa mogą dowieźć nawet do domu” – zapewniał.

Właścicielka jednego z małych sklepów w centrum Lublina już w piątek miała mniej klientów, a ruch już wcześniej bardzo zmalał. „Biura w okolicy wprowadziły rotacyjny system pracy, więc mniej pracowników robi u mnie zakupy. Jestem zaniepokojona, co będzie dalej. Wiem, że inni mają jeszcze gorzej. Moi znajomi prowadzą salon sukien ślubnych, tam już jest tragedia” – mówiła.

Pracownik jednego z sąsiednich barów także powiedział, że w ostatnich dniach ruch jeszcze bardziej się zmniejszył. „Klienci mówią, że przeszli w pracy na tryb on-line i głowa ich od tego boli. A nas boli głowa, że tych klientów mamy mniej” – mówił.

Rzeczniczka wojewody lubelskiego Agnieszka Strzępka poinformowała w sobotę, że na terenie województwa lubelskiego wykryto 429 nowych przypadków zakażenia koronawirusem. To jak dotąd rekordowa liczba zakażeń wykrytych ciągu doby w regionie. Najwięcej – 94 przypadki - dotyczą osób z Lublina. Natomiast rzeczniczka Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Lublinie Katarzyna Wnuk poinformowała w sobotę o śmierci dziewięciu pacjentów zakażonych koronawirusem w regionie.

Od soboty w tzw. czerwonej strefie w województwie lubelskim są miasta Lublin, Chełm i Zamość, a także powiaty: lubelski, janowski, łęczyński, łukowski, puławski, rycki, świdnicki, włodawski.

Wojewoda lubelski Lech Sprawka uważa, że na efekty wprowadzenia czerwonej strefy trzeba poczekać. „Ten efekt na pewno będzie odłożony w czasie. Spodziewam się, że w perspektywie około 10 dni, licząc do soboty, w tych powiatach nastąpi jak gdyby zatrzymanie tej dynamiki wzrostu zakażeń” – mówił Sprawka na wideokonferencji.

Od początku epidemii w Lubelskiem potwierdzono łącznie 6284 przypadki zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2, odnotowano 3097 ozdrowieńców i zarejestrowano 111 zgonów. Aktualnie 319 osób jest hospitalizowanych z powodu podejrzenia zakażenia koronawirusem, 17 tys. 865 - poddanych kwarantannie, a 660 - objętych nadzorem epidemiologicznym.