Na wojnie z zarazą

Już nie tyle: „COVID ante portas”, czyli „zaraza u bram”, co koronawirus wdarł się za mury. W tej wojnie – to może i militarne, ale właściwe określenie – ponosimy straty cięższe niż pół roku temu. Znacznie cięższe. Wówczas zdecydowana większość z nas znała co najwyżej pojedynczych zarażonych.

Dziś jest inaczej: w kręgu moich kolegów i współpracowników zachorowało już parędziesiąt osób, jedna z nich (zaledwie 55-letnia) nie żyje. To nie abstrakcyjna statystyka, to konkretni ludzie. Na szczęście państwo polskie nie zlekceważyło pandemii, jak z początku uczyniły to np. Włochy i Hiszpania. Niestety, zlekceważyli ją niektórzy nasi rodacy. Często z opłakanym skutkiem. Część jakby objadła się szaleju: zaczęli snuć spiskowe teorie: koronawirus to „ściema”, pandemia to byt wirtualny, zatem „precz z maseczkami”. Tylko że ludzie umierający pod respiratorami i ich zrozpaczone rodziny – to był i jest, niestety, real, a nie wirtual. Ta wojna potrwa zapewne długo. Nie lekceważmy zagrożenia. Przede wszystkim trzeba patrzeć na siebie: co zrobić, żeby zmniejszyć liczbę ofiar. To odpowiedzialność służb państwowych, ale też nas wszystkich, społeczeństwa obywatelskiego. Bądźmy odpowiedzialni.

 

 

Źródło:

#Gazeta Polska Codziennie

Ryszard Czarnecki
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo