Czego w istocie dotyczy sprawa sędzi Morawiec?

Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego w poniedziałek wieczorem w jednoosobowym składzie sędziego Adama Tomczyńskiego nieprawomocnie uchyliła immunitet krakowskiej sędzi Beacie Morawiec. O uchylenie immunitetu wnioskowała prokuratura, która zamierza postawić sędzi m.in. zarzuty korupcyjne. Sąd Najwyższy postanowił też o zawieszeniu sędzi Morawiec w czynnościach służbowych i obniżeniu jej wynagrodzenia o 50 proc.

Śledczy zamierzają postawić byłej prezes Sądu Okręgowego w Krakowie i prezes Stowarzyszenia Sędziów "Themis" zarzuty przywłaszczenia środków publicznych, działania na szkodę interesu publicznego w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, nadużycia uprawnień i przyjęcia korzyści majątkowej. Czyny te są zagrożone karą do 10 lat pozbawienia wolności.

Dziennikarze "Wiadomości" dotarli do zeznań świadków, którzy obciążyli sędzię Beatę Morawiec. Śledczy zainteresowali się między innymi wyrokiem, który Morawiec wydała w sprawie konfliktu małżeńskiego Marka B. - informowało TVP Info.

Cytowany przez TVP Marek B. powiedział, że Beata Morawiec po wysłuchaniu całej opowieści odnośnie jego sprawy karnej powiedziała mu, "żebym się już niczym nie martwił", że sąd w jego sprawie "na pewno wyda sprawiedliwy wyrok".

- "Jakiś czas później byłem na rozprawie odwoławczej, gdzie w mojej sprawie orzekała Beata Morawiec. Wydała wobec mnie sprawiedliwy wyrok, taki jakiego oczekiwałem" – zeznawał B.

Prokuratura zarzuca Morawiec, że w związku z wyrokiem przyjęła od Marka B. korzyść majątkową w postaci telefonu komórkowego.

- "Ten telefon wręczyłem pani sędzi w sądzie, u niej w sekretariacie (...), mówiąc, że jest to prezent dla niej za sprawiedliwy wyrok w mojej sprawie, z którego jestem bardzo zadowolony"

 – zaznaczył. Zeznania mężczyzny potwierdzili inni świadkowie – w przeszłości wysokiej rangi urzędnicy krakowskiej apelacji.

"Wiadomości" podały, że prokuratura bada także sprawę analizy, jaką sędzia Morawiec miała przygotować na zlecenie krakowskiego Sądu Apelacyjnego. "Zainkasowała za to 5 tys. złotych, ale z ustaleń śledczych wynika, że dokument nigdy nie powstał" - wskazuje dziennik.

Sprawa sędzi Morawiec jest odpryskiem innego niebywałego skandalu. Przypomnijmy, od 2012 – 2016 r. w krakowskim Sądzie Apelacyjnym, zdaniem prokuratury działała zorganizowana grupa przestępcza. To nie pomyłka. Nie oznacza to, że w sądzie była sądzona grupa przestępcza, tylko w instytucjach tego sądu pracowali ludzie, którzy byli zorganizowaną grupą przestępczą – zdaniem prokuratury. W jej skład wchodzili prezesi i dyrektorzy sądów

– mówił Michał Rachoń.

Zdaniem prokuratury, działalność tej grypy przestępczej polegała na tym, że fikcyjni biznesmeni wystawiali na rzecz sądu Apelacyjnego w Krakowie i innych sądów tego regionu fikcyjne umowy i rachunki VAT, potwierdzające czynności, które nie miały miejsca.

Na jakich kwotach operowali członkowie owej grupy?

Od lipca 2012 roku do listopada 2016 roku przyjmowania korzyści majątkowych w kwocie od 41 tys. zł do 462 tys. zł – podała prokuratura.

W sumie, łącznie z innymi sprawami dotyczącymi tego zagadania daje kwoty idące w dziesiątki milionów złotych

– ocenił redaktor Rachoń.

(screen #Jedziemy)

Zarzuty dotyczą również prania brudnych pieniędzy poprzez zawieranie umów cywilno-prawnych z firmami, które wyprowadzały te pieniądze z sądów. „Robili to w celu osiągnięcia korzyści majątkowych” – podawało CBA.

Mechanizm prania pieniędzy realizowany był z jednej strony z wykorzystaniem pracowników, szefów samego sądu, z drugiej strony współpracujących z nimi skorumpowanych tzw. biznesmenów

– mówił Michał Rachoń.

Zobacz materiał wideo: