Historyczne fakty lewicy. Tomasz Łysiak rozprawia się ze stanem umysłu postępowców

Lewica to jest jednak jakiś przedziwny stan umysłu. Lewica potrafi, zachowując przy tym pozory intelektualnej wykwintności, zjeżdżać na poziomy zadziwiające głębią – czyli bliskością dna.

Tomasz Hamrat/ Gazeta Polska

Gdyby Dante pisał swoją „Boską Komedię” jeszcze raz, poza kręgami piekielnymi musiałby dodać jeszcze nową strukturę, najniższą — kręgi lewicowego absurdu, gdzie lokowaliby się przedstawiciele lewicy. Tacy choćby jak poseł Dariusz Joński, ten, który Powstanie Warszawskie datował na rok 1988 i który ostatnio, z pewną nutą wyższości, wskazywał na to, iż ponoć w swoim biogramie Jarosław Kaczyński przypisał sobie udział w tym warszawskim zrywie. Tymczasem dla każdego, nawet średnio rozgarniętego gimnazjalisty (gimnazjów już nie ma, ale gimnazjalista pozostaje wzorcem ćwierć-edukacji), jasnym by było, gdyby przyjrzał się tekstowi, iż chodzi o zdanie wynikające z poprzedniego, które dotyczyło ojca premiera Kaczyńskiego. Tyle, że komuś się ze dwie spacje wcisnęły, enter, i się akapicik zrobił. Każdy rozumny widzi, jasno i czytelnie, w czym rzecz. Ale nie Joński. Opcje są dwie. Ta na lewo mówi, że nie widzi i nie rozumie akapicików omyłkowych. Ta druga, też na lewo, jest taka, że i owszem, pan poseł Joński widzi, w czym rzecz, ale specjalnie zagrywa tą kartą, złośliwie. Miał facet szansę milczeć, w kwestii Powstania Warszawskiego, nie wytrzymał to i zaraz mu internauci przypomnieli „Rok 1988” (Joński mógłby napisać odpowiedź lewicową na książkę Orwella i tak ją właśnie zatytułować).

Z osobliwych wydarzeń medialno–internetowych, które w ostatnim czasie fascynujący świat lewicy z siebie wydał, to również chęć nagradzania niemieckiej wiceprzewodniczącej, tej od słów o „głodzeniu” innych narodów, jakimiś odznaczeniami. Te wszystkie jednak wyskoki, żarciki, bryknięcia i fiknięcia byłyby jedynie polityczną woltyżerką, która zaraz zniknie w mielących wszystko żarnach czasu, gdyby nie to, że ta lewica wypuszcza z siebie czasem myśli, słowa i zdania, które naprawdę Polsce szkodzą. Są fatalne. Jak choćby ów tekst Katarzyny Markusz na łamach „Krytyki Politycznej”. W tekście zatytułowanym „Ambasador Niemiec mówi trudną prawdę o historii. Polska nadal kłamie”, pada np.: „Czy doczekamy dnia, w którym polska władza również przyzna, że niechęć do Żydów była wśród Polaków nagminna, a polski współudział w Zagładzie jest faktem historycznym?”. Już abstrahując od tego, czy mogą istnieć fakty „niehistoryczne”, zapytać należy raczej polską lewicę – „Czy doczekamy dnia, w którym polska lewica przyzna, że jej niechęć do Polski jest wśród jej przedstawicieli nagminna?”. Gdy takiego dnia kiedyś doczekamy, będzie to z pewnością znamienny historyczny fakt.

 

Źródło: niezalezna.pl

redakcja
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo