Był rok 2012, gdy ekipa ekspertów z Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN pod kierownictwem prof. Krzysztofa Szwagrzyka po raz pierwszy weszła na Powązki Wojskowe w Warszawie, aby przebadać słynną Łączkę. Według dostępnych informacji to właśnie tam funkcjonariusze reżimu komunistycznego zakopywali ciała polskich bohaterów podziemia niepodległościowego, których wcześniej katowano i mordowano w więzieniu na Mokotowie. Pięć lat i kilka etapów prac archeologiczno-ekshumacyjnych dały efekt w postaci kilku tysięcy odnalezionych kości należących do kilkuset osób (ok. 300). U śledzących tę sprawę zatliła się nadzieja na zidentyfikowanie takich legend, jak płk Witold Pilecki, płk Łukasz Ciepliński, gen. August Fieldorf „Nil”. Zainteresowanych było bardzo wielu, co pokazał chociażby pogrzeb mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. Przybyły na niego dziesiątki tysięcy patriotów, kolejne rzesze śledziły relację w telewizji i internecie.

IPN płaci fortunę, ale za co?

Identyfikacjami z Łączki od początku zajmował się Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie (PUM). Jednak po wielu zgrzytach i sygnałach, że jego prace nie są na tyle efektywne, jak się początkowo spodziewano, IPN podpisał umowę na badania genetyczne z konsorcjum sześciu uczelni medycznych z Warszawy, Torunia, Wrocławia, Lublina, Białegostoku i Poznania. Niestety prokuratorzy z pionu śledczego IPN, który nie podlega bezpośrednio władzom Instytutu, tylko Ministerstwu Sprawiedliwości, decydowali, że kolejne szczątki z warszawskich Powązek Wojskowych będą w dalszym ciągu kierowane do Szczecina. Naszej redakcji udało się poznać kwotę, jaką zapłacono PUM za współpracę od 2017 do 2020 r. – 3 653 999,07 zł. Tymczasem według znanych nam danych ostatnia identyfikacja została przesłana z PUM do IPN w październiku… 2018 r.

Zwróciliśmy się do Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu (pion śledczy IPN) o dane dotyczące liczby identyfikacji wykonanych za te fundusze. „Instytut nie prowadzi rejestrów, baz danych czy innego rodzaju ewidencji, zawierających szczegółowe dane statystyczne dotyczące zamówień na prowadzenie badań genetycznych i identyfikacyjnych. Brak narzędzi ewidencyjnych uniemożliwia ustalenie liczby opinii identyfikacyjnych wydanych przez PUM w Szczecinie” – otrzymaliśmy w odpowiedzi od pionu śledczego. Zdziwienie treścią tej wiadomości było ogromne. W końcu, czy IPN wie, za co przelał szczecińskiej uczelni ponad 3,65 mln zł w ciągu ostatnich trzech lat?

PUM uważa, że „robota wykonana”

Zwróciliśmy się także do naczelnika Okręgowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie prok. Marcina Gołębiewicza z pytaniem, kiedy możemy spodziewać się kolejnych identyfikacji szczątków należących do ofiar komunistów, które znaleziono na warszawskiej Łączce. Wszak ostatnie nazwiska udało się ustalić… w październiku 2018 r., co daje równe dwa lata bez jakichkolwiek postępów w tej sprawie. „Genetyczne badania porównawcze pozostają w fazie znacznego zaawansowania. Ich ukończenie jest przewidywane na pierwszy kwartał przyszłego roku. Natomiast ogłoszenie wyników jak dotychczas będzie pozostawało w gestii Prezesa IPN” – odpisał nam prok. Gołębiewicz. Szokujący był fakt, że na początku przyszłego roku planowane jest zakończenie badań identyfikacyjnych. Informację tę postanowiliśmy potwierdzić u kierownika Zakładu Genetyki Sądowej PUM dr. hab. n. med. Andrzeja Ossowskiego.

– Na tę chwilę badania fragmentów kostnych kończy Instytut Ekspertyz Sądowych. My wykonujemy badania tych szczątków, które były zdegradowane, i po zakończeniu tych procesów zapewne uda się dopasować kolejne osoby. Na pewno nie będą to ilości takie, jak do tej pory. Należy pamiętać, że 1/3 ofiar nie odnaleziono nigdy. Na dzień dzisiejszy mamy zidentyfikowanych przeszło 70 ofiar, a w miejscu, w którym prowadzono prace poszukiwawcze, pochowano trzysta kilkadziesiąt osób, z czego większość to byli zbrodniarze niemieccy, pospolici przestępcy, czyli nie te ofiary, które nas interesują

– przekonywał Ossowski. Dalej stwierdził, że problemem jest również brak materiału porównawczego.

– Naszym kolegom z Instytutu Pamięci Narodowej przez ostatnie kilka lat udało się dotrzeć do jedynie kilku osób spokrewnionych z ofiarami. Nie mając materiału porównawczego, nie ma też szans na identyfikację

– stwierdził kierownik Zakładu Genetyki Sądowej PUM.

Opinię doktora Ossowskiego ze zdziwieniem przyjmuje prof. Krzysztof Szwagrzyk:

W latach 2012–2017 r. na Łączce odnaleziono ponad 200 szkieletów i kilka tysięcy luźnych szczątków w miejscach, gdzie groby zostały zniszczone przez pochówki z lat 80., co pozwala nam założyć, że szczątki zdecydowanej większości ofiar zostały już odnalezione. Nie jest więc uprawnione twierdzenie, że poszukujemy w dalszym ciągu 1/3 ofiar, ponieważ nie znamy wyników wszystkich (w tym cząstkowych) badań genetycznych wykonanych przez PUM.

- Nie ma też uzasadnienia historycznego i faktycznego twierdzenie, że większość ofiar z Łączki to zbrodniarze niemieccy i przestępcy pospolici. Wypowiedź dr. Ossowskiego wprowadza w błąd opinię publiczną

– mówi profesor Szwagrzyk.

IPN pozyskał całość materiału porównawczego, którym dysponuje PUM – to ponad 300 prób DNA pobranych od krewnych ofiar.Jednak prezesowi IPN nie są przekazywane cząstkowe wyniki badań genetycznych. IPN nie ma więc informacji pozwalających na podjęcie niezbędnych działań w celu ustalenia innych krewnych – dodaje wiceprezes IPN.

Kolegium IPN krytycznie o pionie śledczym

Warto przypomnieć, że w lipcu br. Kolegium IPN, do którego należą m.in. Krzysztof Wyszkowski, Bronisław Wildstein i Sławomir Cenckiewicz, apelowało o przeniesienie pionu śledczego do struktur prokuratury powszechnej. „W związku z tym zwraca się do ustawodawców o podjęcie kroków zmierzających do nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w wyżej wskazanym zakresie. Jednocześnie Kolegium IPN deklaruje pomoc w pracach nad nowelizacją ustawy” – napisali w komunikacie członkowie Kolegium. Później wyjaśniali również, że to ocena całokształtu pracy pionu śledczego była przyczyną takiego stanowiska.

Tymczasem Pion Śledczy IPN ma się bardzo dobrze. Właśnie ogłoszono kolejny etap prac geodezyjnych na terenie byłego niemieckiego obozu zagłady w Treblince. Za pieniądze IPN.

W tej sytuacji komunistyczni oprawcy z lat 1944–1989 mogą spać spokojnie. Pion śledczy IPN ma inne zadania.