Emocje na bok. Przestańmy się ciągle dziwić

Ostatnie propozycje powiązania wypłaty środków unijnych z kwestią praworządności zostały poprzedzone debatą w niemieckim parlamencie. To w Bundestagu zastanawiano się nad sposobami finansowego ukarania Polski i Węgier, kilka dni później pomysły te wypłynęły w Brukseli. Berlin w programie swojej unijnej prezydencji podkreślał wagę praworządności a politycy prawie wszystkich opcji domagali się by rząd federalny traktował ten punkt priorytetowo. To nie jest wiedza tajemna. Dokument jest dostępny w internecie od 1 lipca 2020 roku. Inne, dotyczące debaty m.in. o Polsce i Węgrzech również. Katarina Barley, zanim błysnęła pomysłem finansowego zagłodzenia Victora Orbana, wielokrotnie stawiała Budapeszt i Warszawę pod pręgierzem.  Jej słowa też nie powinny być zaskoczeniem.  A jednak są. Może pora skończyć z wiecznie zdumioną miną i zamiast zajmować się tematami drugoplanowymi skierować uwagę tam, gdzie faktycznie wykuwają się pewne idee. I być przygotowanym.

Najnowszy etap batalii o powiązanie wypłaty środków unijnych z praworządnością nie rozpoczął się we wrześniu 2020 roku w Brukseli, ale na początku ubiegłego roku. W Berlinie, kiedy 21 stycznia 2019 roku do Bundestagu wpłynął wniosek klubu parlamentarnego FDP p.t.: „Dla europejskiej inicjatywy podstawowych wartości”.

Podejście Pierwsze

W dokumencie wzywano rząd federalny do zainicjowania unijnej debaty o zastosowaniu możliwych środków nacisku wobec państw, które zdaniem FDP są na bakier z praworządnością. W dokumencie wymieniono na pierwszym miejscu Polskę, następnie Węgry a pod koniec Rumunię. Liberałowie postulowali regularne monitorowanie przestrzegania standardów praworządności w państwach wspólnoty i w razie stwierdzenia uchybień wdrożenie mechanizmu dyscyplinującego winowajców oraz powiązania wypłaty środków unijnych z przestrzeganiem praworządności. FDP wskazywało, że nie może być tak by państwo objęte np. procedurą wynikającą z art. 7 Traktatu o UE wywinęło się sprawiedliwości na skutek zablokowania postepowania przez państwa, wobec których również wdrożono ten sam mechanizm. Panaceum miało być odebranie takiemu państwa prawa głosu – idea, która kiełkowała w umysłach niektórych niemieckich prawników za czasu apogeum bitwy Warszawa contra Timmermans. 
Z podobnym wnioskiem wystąpił 30 stycznia 2019 roku klub parlamentarny Zielonych, który zaproponował utworzenie specjalnej Komisji ds. Praworządności. Państwa, które nie spełniłyby standardów nowej komisji nie mogłyby liczyć na środków z unijnej kasy. Oba wnioski miały trafić pod obrady Bundestagu 6 maja. Ta debata się jednak nie odbyła. Na stronie Bundestagu nie znalazła się ani linijka wyjaśnienia, gdzie podziały się wnioski klubów. Dopiero po kilku tygodniach podano do wiadomości, że żądania FDP i Zielonych odrzucono 14 maja głosami CDU/CSU, SPD, AfD i postkomunistycznej Linke. Wniosków nie odrzucono z uwagi na brak zgody z ich postulatami, raczej dlatego, że miały one wrócić pod obrady, ale już jako propozycje partii rządzących, o czym za chwilę. Faktem jest natomiast, że jedyną partią, która odrzuciła w maju już samą ideę ingerowania instytucji unijnych w kwestię praworządności państw członkowskich była Alternatywa dla Niemiec. Reszta partii jednym głosem poparła dyscyplinowanie niesfornych członków UE przy pomocy kija sankcji i marchewki finansowej, ale niekoniecznie zgadzając się z formą zaproponowaną przez FDP i Zielonych. Przewodniczący Komisji ds. Unii Europejskiej w Bundestagu, Gunther Krichbaum (CDU) nawiązując do powiązania wypłacania środków unijnych z przestrzeganiem praworządności stwierdził wtedy nawet, że kiedy Komisja Europejska reaguje na nieprawidłowości to to nie jest absolutnie żadna ingerencja, natomiast Konstantin Kuhle ( FDP) postulował powołanie unijnej  „tarczy dla praworządności” analogicznie do „tarczy antykryzysowej” ratującej niemiecką gospodarkę w czasie pandemii. Szef niemieckiej dyplomacji, Heiko Maas uspokoił obecnych zapewniając, że jednym z punktów niemieckiej prezydencji w Radzie UE będzie dążenie do powiązania kwestii praworządności z wypłatą unijnych środków. I tak 14 maja 2020 roku większość parlamentarzystów odrzuciła wnioski Zielonych i FDP by następnie włączyć ich główne założenia w program niemieckiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Kwestia praworządności pojawia się w punkcie V agendy. Najważniejszy fragment brzmi tak: „Przestrzeganie standardów praworządności w Unii i w jej państwach członkowskich jest też podstawowym warunkiem prawidłowego wykorzystania środków budżetowych UE. W związku z tym wspieramy propozycję Komisji w sprawie powiązania środków budżetowych UE z przestrzeganiem standardów w zakresie praworządności w państwach członkowskich. Ponadto jesteśmy przekonani, że wszędzie tam, gdzie w państwach członkowskich występują uchybienia w zakresie praworządności, trzeba zdecydowanie wykorzystywać mechanizmy przewidziane w traktatach europejskich. Dotyczy to zarówno procedur z art. 7 TUE jak też postępowań przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej.” Koniec cytatu.

Podejście drugie

16 września 2020 roku w Bundestagu odbyły się dwie debaty ważne z pozycji interesu Polski. O Nord Streamie II i o praworządności. Wniosek z pierwszej był taki, że tylko Zieloni uważają dokończenie budowy rosyjsko-niemieckiego gazociągu za coś zdrożnego a z drugiej, że tylko AfD dostrzega zagrożenie w uzurpowaniu sobie przez Niemcy prawa do rozstrzygania o tym co jest a co nie zgodne z zasadami praworządności UE. Dyskusja dotyczyła konkretnie wspólnego wniosku CDU/CSU i SPD  o „Ochronie praworządności i Demokracji w Europie”. Część postulatów, które się tam pojawiły zostały przeszczepione z odrzuconych 14 maja wniosków FDP i Zielonych. 

Pierwszy zabrał głos wiceszef niemieckiego MSZ, Michael Roth (SPD), który mówił o propozycji wdrożenia dwóch instrumentów mających mobilizować państwa do przestrzegania zasad praworządności: uzależnienie wypłat i ocena stanu praworządności państw UE dokonywana przez Komisję Europejską. Wcześniej Roth wspomniał o procedurze wynikającej z art. 7 i Polsce i Węgrach. Po wiceministrze dyplomacji przemawiała posłanka AfD, Corina Miazga i zrobiło się przez chwilę bardzo gorąco. „Wy się tu martwicie partiami opozycyjnymi zagranicą a my tutaj się zastanawiamy kto w 2015 roku złamał prawo. I jak traktuje się w Bundestagu posłów AfD. Jesteście duchowymi podżegaczami! Macie belkę w oku a szukacie drzazgi zagranicą! Zdaniem Miazgi atak na Polskę i Węgry wynika z niezgody obu państw na politykę migracyjną Niemiec. – Ten sprzeciw zasługuje na szacunek a nie na sankcje! – zawołała schodząc z mównicy. Potem wystąpił Philip Amthor (CDU/CSU), który przekonywał, że w tym wszystkim wcale nie chodzi o  ingerowanie w suwerenność innych państw, ale o europejskie wartości a „Unia Europejska to nie jest jakieś wybieranie rodzynek z ciasta” . Konstantin Kuhle (FDP) – ten pan od „tarczy dla praworządności” mówił o „odważnych sędziach z Polski” i o tym, że każda taka debata w Bundestagu musi być sygnałem dla społeczeństwa obywatelskiego Polski i Węgier. Andrej Hunko, poseł Linke, poskarżył się, że tu w Bundestagu mówi się o praworządności, ale jak przyszło co do czego w Parlamencie Europejskim to nikt Fideszu z Europejskiej Partii Ludowej nie wyrzucił. Hunko nazwał ten fakt „grzechem zaniechania Niemiec”. Narzekał też na erozję praworządności w Polsce i na to, że Ursula von der Leyen „nie zdyscyplinowała polskiego komisarza, który otwarcie popierał jednego z kandydatów na prezydenta Polski w ostatnich wyborach” (!). Hunko wspomniał też o inicjatywie Jeana Claude’a Junckera z 2017 roku, kiedy rozważał pozbawienie Polski i prawa głosu w Radzie Europejskiej. Franziska Brantner (Zieloni) przypomniała, że jej partia od 2015 roku upomina się o zaostrzenie kursu wobec Polski i Węgier a tymczasem na lipcowym szczycie unijnym w Brukseli kwestia praworządności ani drgnęła. Brantner nazwała na koniec Victora Orbana antysemitą i zażądała by go „wyrzucić z Rady Europejskiej”. To tylko wycinek z debaty, która kilka dni później zaowocowała na poziomie europejskim przedstawieniem pomysłów niemieckiej prezydencji na powiązanie wypłat środków unijnych od przestrzegania zasad praworządności. W tekście rekomendacji Komisji Bundestagu ds. UE z 16.września 2020 roku dla Bundestagu, dotyczącej wniosku CDU/CSU i SPD sformułowano szereg pomysłów na presję, jakiej można poddać Węgry i Polskę. Autorzy dokumentu nawet nie udają, że akcja jest wymierzona w te państwa. W tekście jest m.in. mowa o tym, że art.7 to instrument oznaczający sankcje a nie prewencję a Unia potrzebuje przede wszystkim środków zapobiegawczych. Kwestia powiązania środków unijnych pojawia się m.in. w punkcie dotyczącym praw mniejszości seksualnych, jest to ujęte jako wystarczający powód by rozważyć wypłatę środków. Pojawia się też teza, że propozycja niemiecka może być dla części polityków rozczarowująca ponieważ ostatecznie ma się skoncentrować na zależności między wypłatą unijnych pieniędzy a ewentualnym naruszeniem finansowego interesu UE a nie mglistym naruszaniem praworządności. To jest ten punkt, który Katarina Barley nazwie później „bezzębnym” a co przed nią w ten sam sposób zdążą już skomentować media niemieckie i austriackie. 

Polsko-węgierska obsesja pani Barley

Katarina Barley (SPD), wiceszefowa Parlamentu Europejskiego o Polsce i Węgrach może mówić godzinami. To nie złośliwość lecz obserwacja. 
15.stycznia 2020 roku, wywiad dla dziennika „Süddeutsche Zeitung”, Barley krytykuje Warszawę za reformę wymiaru sprawiedliwości, żąda od Brukseli twardszego kursu względem Polski, mówi o dramatycznym położeniu polskich sędziów. Barley nazywa rządy w Polsce i na Węgrzech „reżimami”, ale nie w pierwszej osobie. To niemieccy obywatele, jak się okazuje sami zwracają się do niej zaniepokojeni łamaniem praworządności w Polsce i na Węgrzech. „Doświadczyłam tego, że niemieckie społeczeństwo z zaniepokojeniem śledzi wydarzenia w Polsce, ale i na Węgrzech.  Często jestem o to pytana. (…) Wielu obywateli ma wrażenie: „Trzymamy się prawa, płacimy składki a nasze podatki są wykorzystywane na umacnianie tych reżimów. Oni rozbudowują swoją władzę i łamią potem zasady”. I otrzymuję coraz więcej aplauzu, kiedy zabiegam o to by zakończyć tę sytuację i wprowadzić sankcje finansowe”. Prowadzący wywiad dziennikarz zwraca w pewnej chwili uwagę, że ponieważ względem Polski toczy się już postepowanie z art. 7, niektórzy nazywają rząd w Warszawie „recydywistą”. Barley odpowiada, że rządowi brakuje szacunku dla europejskich instytucji, później dodaje: „Jestem przekonana, że z tym polskim rządem słowami nic się nie osiągnie, Warszawa jest poddawana najostrzejszej procedurze znanej przewidzianej prawem europejskim i mimo to jeszcze pogarsza sytuację. To jest prowokacja, prawdziwy afront. I dalej: „Wobec Polski trzeba stosować środki prawne, wobec Węgier finansowe. Orban opiera swój reżim na subwencjach z Brukseli”. (…) „Musimy zadbać o to by wdrożyć zaplanowane mechanizmy. Z jednej strony będzie to monitorowanie praworządności, w ramach której co roku wszystkie państwa członkowskie zostaną poddane ocenie by na czas rozpoznać uchybienia. Dzięki temu zostanie oddalony zarzut rzekomego konfliktu Zachodu ze Wschodem. Jeszcze ważniejszy jest jednak plan by w kolejnym budżecie unijnym zakotwiczyć zasady mówiące, że naruszenia praworządności mają konsekwencje prawne. Budżet na lata 2021-2027 wymaga zgody Parlamentu Europejskiego i chcemy wykorzystać ten wpływ”.
11 kwietnia 2020, Redaktionsnetzwerk Deutschland, Katarina Barley apeluje do Komisji Europejskiej by zaskarżyła Polskę i Węgry przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej za łamanie traktatów UE. Oskarża Polskę i Węgry o wykorzystywanie pandemii koronawirusa do dalszego łamania praworządności. Kiedy Barley mówi te słowa, w Niemczech toczy się spór dotyczący wolności zgromadzeń i wykuwa się ruch demonstracji antykoronowych. Tak wielu i tak licznych demonstracji antyrządowych nie ma w żadnym innym miejscu Europy. Katarina Barley tego nie dostrzega. Naciska w sprawie Polski i Węgier.
18 kwietnia 2020 – rozmowa trzech posłanek do PE, Klary Dobrev, Delary Burkhard i Katariny Barley. Temat: Praworządność w UE. Klara Dobrev jest żoną Ferenca Gyurcsany’ego, premiera Węgier w latach 2004-2009, przewodniczącego Węgierskiej Partii Socjalistycznej  i autora słynnych słów: „Węgry są spisane na straty. Przez cztery lata nie zrobiliśmy nic. Absolutnie nic. Ostatnie półtora roku czy dwa lata były jednym wielkim kłamstwem. Spi…liśmy sprawę i to strasznie. Żaden z europejskich krajów nie zrobił tylu głupstw co my. Dobrev sugeruje, że Węgry idą w stronę dyktatury, Barley uważa, że w Polsce Prawo i Sprawiedliwość idzie drogą Orbana. Delara Burkhard zauważa, że wszystkie panie mocno zabiegają u Komisji Europejskiej o mocniejsze stanowisko ws. Polski i Węgier, ale jak na razie bez spektakularnych wyników. Barley wtrąca: Tak, w przypadku tej Komisji tak jest, poprzednia komisja z Frankiem Timmermansem bardzo angażowała się w kwestię praworządności. Panie w pewnym momencie…z żalem w głosie odnotowują, że nowa szefowa KE już nie działa z taką werwą. „Skutki widzimy” – rzuca Barley. Dobrev radzi by wspierać organizacje „szykanowane” przez Orbana bezpośrednio z Brukseli, by zmienić sposób dystrybucji unijnych środków quasi. -To co robi Orban nie jest europejskie, europejskie jest to, co my robimy. Jak wybierasz Orbana, nie możesz być w Europie – wyjaśnia Dobrev. Barley stwierdza, że PiS „kupił sobie poparcie ludzi subwencjami, że od czasu ich dojścia do władzy czterokrotnie wzrosły wydatki na politykę społeczną”. Jej zdaniem rząd w Warszawie może sobie na to pozwolić bo dostaje pokaźne sumy z unijnego budżetu. Nie wyjaśnia jednak dlaczego w takim razie przed dojściem PiS-u do władzy mimo sporego transferu środków unijnych, pieniędzy na politykę społeczną nie było. Koleżanki nie pytają. W 47 minucie rozmowy pada pytanie co może zrobić rząd Niemiec by instytucje unijne wywarły większy nacisk na Polskę i Węgry. Barley radzi by uprawiać taktykę „blaming and shaming” czyli oskarżania i zawstydzania państw. A konkretnie Polski i Węgier.
29 kwietnia, 2020, Katarina Barley odpowiada na pytanie ( nie wiadomo czyje, na ekranie pojawia się tekst i imię „Terezia”, ale bez wdawania się w szczegóły, pani Barley siedzi na kanapie i odpowiada). Pytanie: Dlaczego Polska nie wystąpi z UE. Barley: Powinna ich pani sama zapytać Myślę, że Polacy są w gruncie rzeczy przyjaźni Europie. Chcą zostać w UE. Poza tym dużo korzystają na członkostwie w UE ponieważ dostają dużo pieniędzy na swoje rolnictwo i dlatego chętnie korzystają z zalet [ członkostwa], ale już nie z wad (!). A to tak nie funkcjonuje. 
17 lipca 2020, rozmowa z telewizją dziennika „Welt”. Katarina Barley opowiada o tym, że nie wolno przekazywać pieniędzy europejskich podatników państwom, które łamią praworządność, zapewnia, że jako wiceszefowa PE nie zagłosuje za ramami budżetowymi 2021-2027 i pakietem pomocowym jeżeli nie zostaną one powiązane z kwestią praworządności. Victora Orbana nazywa „autokratą”.
31 lipca 2020, rozmowa video korespondenta Redaktionsnetzwerk Deutschland z Katariną Barley. Tym razem problemem jest Konwencja Stambulska. - Polska nawet w tym temacie zmierza do konfrontacji – mówi Barley. W rozmowie miesza się temat mniejszości seksualnych, praw kobiet, przemocy wobec dziewcząt, w pewnej chwili Barley mówi: „To co mnie niepokoi, to fenomen, który obserwujemy również w przypadku innych „Rechtsextreme” [ nim. Rechtsextreme – termin używany w Niemczech na określenie wyznawców faszyzmu, neonazizmu, wszelkiej maści szowinistów, antysemitów etc. Nie mylić z pojęciem „skarajnej prawicy”, w Niemczech „Rechtsextreme” to pojęcie wysoce stygmatyzujące kojarzone potocznie ze środowiskami neonazistowskimi] na przykład u nas w Niemczech widoczny w Alternatywie dla Niemiec. To jest ten wzorzec żeby wszystko ukazać jako lewicowy spisek.(…) Afd nawet ukuła termin „Gutmenschen” z połączenia słowa „gut” (dobry) i „Mensch” ( człowiek) dając do zrozumienia, że to ktoś, kto jest zwolennikiem lewicy, w Polsce i na Węgrzech dzieje się to samo. 

Może ma awersję do statystyk

To nie są wszystkie przykłady wyjątkowej aktywności Katariny Barley w kwestii Polski i Węgier. Ostatni wywiad, udzielony przed wiceszefową PE rozgłośni Deutschlandfunk można uznać za wisienkę na torcie. „Zagłodzić finansowo Orbana” przejdzie do historii antydebaty politycznej. Celowo nie dodaję „zagłodzić Polskę” ponieważ znajomość niemieckiego nie pozwala mi na taką dezynwolturę. Tak, co do kontekstu natomiast nie ma wątpliwości. Pani Barley celuje w odcięcie środków unijnych państwom niepokornym. Wynika to z każdej jej wypowiedzi, nie tylko tej ostatniej i najbardziej nośnej medialnie. Nie wiem dlaczego Katarina Barley nie chce przyjąć do wiadomości, że pozbawienie Polski i Węgier środków unijnych odbiłoby się na finansach Niemiec, Holandii i innych państw wspólnoty. Może ma awersję do statystyk i danych ekonomicznych. A może myśli, że pieniądze biorą się z bankomatu. Niezależnie od tego, nie dajmy się zaskakiwać i wyprowadzać z równowagi byle przytykiem. Mniej emocji, więcej analizy.

 


Źródło:

Olga Doleśniak-Harczuk
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo