PSL dalej zieloną przystawką

Dwa tygodnie medialnego cyrku pod hasłem "wejść do rządu czy nie wejść". Na koniec nowy lider PSL, po dziesiątkach godzinach telewizyjnego hamletyzowania  w końcu wchodzi do Rady Ministrów na to samo stanowisko, które zajmował jego poprzednik. A

Dwa tygodnie medialnego cyrku pod hasłem "wejść do rządu czy nie wejść". Na koniec nowy lider PSL, po dziesiątkach godzinach telewizyjnego hamletyzowania  w końcu wchodzi do Rady Ministrów na to samo stanowisko, które zajmował jego poprzednik. A więc dokładnie wyrzuca do kosza swoje przedwyborcze kampanijne obietnice. Co charakterystyczne w tej wewnętrznej wojnie koalicyjnych buldogów nie tyle pod dywanem, lecz absolutnie na dywanie i na oczach wyborców i podatników to Tusk pokazał konsekwencje powtarzając od wielu dni, że Piechociński może wziąć tekę tylko wicepremiera i ministra gospodarki, gdy nowy lider PSL pokazał, brak owej konsekwencji. Jego wejście do rządu jest sukcesem na krótką metę, bo na dłuższą się zużyje. Jest to wygodne oczywiście dla PO, bo woli ona mieć szefa koalicyjnej partii wewnątrz rządu - aby go łatwiej zakneblować - niż poza rządem - bo mógłby wtedy być krytycznym recenzentem działań, a raczej braku działań rządu.

Dla PSL byłoby korzystniej, gdyby mógł chociaż udawać opozycyjność w sytuacji, gdy akcje rządu w związku z bezradnością wobec kryzysu będą spadać na łeb, na szyję. W tym celu lepiej, żeby mieli Prezesa partii poza rządem. Ale to, co dobre dla PSL nie było dobre dla PO. Dlatego skończyło się jak się skończyło: PSL po 10 dniach przerwy znów stał się przystawką liberałów.

 

Źródło: naszeblogi.pl

Ryszard Czarnecki
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo