Arndt Freytag von Loringhoven w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej mówił o celach, jakie stawia przed sobą jako ambasadorem.

My, Niemcy, powinniśmy podchodzić do Polski ze szczególną wrażliwością historyczną. Dotyczy to także mnie. Rany, które pozostawili tu nasi przodkowie, są do dziś żywe. Chciałbym angażować się na rzecz tego, aby w Niemczech wiedza o tych czynach także pozostała żywa. Ostatni świadkowie historii koniecznie powinni dalej zabierać głos. A na przyszłość musimy znaleźć nowe sposoby zachowania żywej pamięci. Najważniejsza lekcja dla całego świata brzmi bowiem: Nigdy więcej!

- powiedział ambasador.

Dyplomata dodał, że cele jego kadencji skrystalizują się jeszcze w szczegółach. Podaje, że będą dotyczyły przede wszystkim rozmów z tymi wszystkimi, którzy po obu stronach Odry codziennie działają na rzecz dobrych stosunków między Polską i Niemcami.

"Widzę przed sobą trójdźwięk, który tworzą wyżej wspomniane kwestie, to znaczy: wrażliwe podejście do naszej przeszłości, zidentyfikowanie szans na przyszłość i po trzecie – odnosi się to w szczególności do naszej prezydencji w Radzie UE – ścisły dialog z Polską dotyczący przyszłości UE i jej podstawowych wartości" - mówił.

Ambasadora zapytano o wywołaną przez Niemcy wojnę i reparacje, których do dziś Polska nie otrzymała. 

Stwierdził, że "Polska i Polacy doświadczyli niewyobrażalnych cierpień".

Dodał, że "po wojnie Niemcy wypłaciły w ramach umów międzynarodowych reparacje, a także odszkodowania dla ofiar".

Świadczenia te – także dla Polski – wypłacane były aż po minioną dekadę

- powiedział.

Tym barbarzyńskim zbrodniom nie można zadośćuczynić. Dlatego mój kraj poczuwa się do swojej moralnej odpowiedzialności. Chcemy dołożyć wszelkich starań, aby umacniać i chronić pokój na świecie, tolerancję, demokrację i prawa człowieka

- dodał.

Freytag von Loringhoven odnosząc się do zrabowanych w trakcie II wojny światowej wielu majątków i dzieł sztuki ocenił, że "rozliczenie kwestii zrabowanych w czasie nazizmu dóbr kultury jest ważną dla nas sprawą".

Do dziś znacznej części dzieł nie zwrócono, a w bazie polskiego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego znajduje się ok. 63 tysiące obiektów, których Polska wciąż poszukuje.

Chcemy zrealizować tzw. zasady waszyngtońskie z roku 1998 (sformułowane przy okazji Konferencji Waszyngtońskiej ds. mienia z czasów Zagłady, mowa w nich o konieczności zwrotu zrabowanych przez nazistów dzieł sztuki i ich rozpoznawaniu - red.). Odnośnie do restytucji dóbr kultury prowadzony jest dialog polsko-niemiecki na różnych szczeblach, także w sferze kościelnej i prywatnej

- zaznaczył.

Przypomniał, że po podpisaniu polsko-niemieckiego Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy (traktat podpisany 17 czerwca 1991 r. w Bonn zobowiązuje Polskę i Niemcy, aby dążyły w duchu porozumienia i pojednania do rozwiązywania problemów, związanych z dobrami kultury i archiwaliami - red.), miały miejsce liczne przypadki restytucji dóbr.

Ambasadorowi wypomniano, że w Berlinie wciąż nie ma pomnika polskich ofiar. Tymczasem w miejscu, gdzie planuje się jego postawienie, przy pl. Askańskim, zatwierdzono budowę Exilmuseum, czyli Muzeum Emigracji.

Jak już powiedziałem, uważam za niezwykle ważne, by szerzyć wiedzę i utrzymywać żywą pamięć o okrucieństwach dyktatury nazistowskiej i okupacji niemieckiej. Pomnik byłby nie tylko ważnym gestem w stronę Polski, byłby też istotny jako miejsce edukacji dla nas Niemców. Dlatego bardzo popieram tę inicjatywę. Ostatecznie o tych przedsięwzięciach musi zadecydować Bundestag. Wymaga to czasu, ponieważ w demokracji każdy chce zostać wysłuchany

- mówił.

Freytag von Loringhoven ma za sobą przeszłość wywiadowczą. Był do 2010 r. wicedyrektorem niemieckiej Federalnej Służby Wywiadowczej (BND). Następnie był w latach 2014-2016 ambasadorem Niemiec w Czechach, a od 2016 r. zastępcą sekretarza generalnego NATO ds. wywiadu i bezpieczeństwa.

Nie bez znaczenia wydaje się również przeszłość ojca dyplomaty. Bernd Freytag von Loringhoven był w 1944 r. adiutantem generałów Heinza Guderiana i Hansa Krebsa i od 23 lipca 1944 do 29 kwietnia 1945 r. uczestniczył w codziennych analizach sytuacji na frontach przeprowadzanych w kwaterze głównej Hitlera. Był jedną z ostatnich osób, które widziały niemieckiego dyktatora. Dostał się do niewoli brytyjskiej, którą opuścił po dwóch latach nie zostając uznanym za zbrodniarza wojennego. Po 1956 r. służył w Bundeswehrze.

Wypowiadałem się już w sposób szczegółowy na temat mojego ojca. To nie on został powołany na stanowisko ambasadora Niemiec w Polsce, tylko ja. Cieszę się z tego powodu. Polska i Niemcy, cała Unia Europejska stoi przed wielkimi wyzwaniami. Razem i tylko razem możemy im sprostać. Chcę ze wszystkich sił nad tym pracować

- ocenił.