Wczoraj w Sądzie Okręgowym w Warszawie odbyła się rozprawa w procesie, jaki Ringier Axel Springer Polska wytoczył Samuelowi Pereirze za jego komentarze w mediach społecznościowych dotyczące publikacji, jakie ukazały się nakładem tego wydawnictwa.

- Wygląda na to, że dla RASP prawo prasowe do krytyki, czy artykuł Konstytucji RP mówiący o wolności słowa nie istnieje

- mówił w sądzie Pereira.

RASP domaga się od szefa portalu TVP Info przeprosin i 100 tysięcy złotych przekazanych na cele społeczne. Pozew cywilny dotyczy kilkudziesięciu wpisów Pereiry z Twittera i Facebooka, dotyczących polityki RASP, bądź działania dziennikarzy tego wydawnictwa. Dziennikarz miał pisać w nich m.in., że ""Fakt" jest niemieckim tabloidem", "linia programowa RASP jest tworzona pod dyktando Niemiec", prezes wydawnictwa "Mark Dekan jest niemieckim nadzorcą", a RASP działa w interesie Niemiec, czym zdaniem RASP naruszył dobra osobiste wydawnictwa.

Podczas rozprawy zeznawali świadkowie; Wojciech Biedroń (wPolityce.pl; b. dziennikarz "Faktu") oraz poseł PiS Arkadiusz Mularczyk.

Do sprawy odniosła się także na Twitterze posłanka PiS Joanna Lichocka.

"Warto na temat tych kolejnych prób niemieckiego wydawnictwa zastraszania dziennikarzy zwołać sejmową komisję kultury i środków przekazu. Zaproponuję to prezydium komisji"

- zadeklarowała.

Podobnego zdania jest Mularczyk, który podkreślał na Twitterze, że jego zdaniem sejmowe komisje kultury i środków przekazu oraz sprawiedliwości i praw człowieka powinny zbadać, "czy pozwy wobec dziennikarzy, jakie stosują zagraniczne medialne korporacje nie służą do ograniczania wolności słowa w Polsce".