TYLKO U NAS. Niebywała arogancja i buta szefa Wojskowej Prokuratury Okręgowej po raz kolejny dały o sobie znać. - Zachowanie prok. Szeląga traktowałem jako formę ucieczki, żeby o czymś nie musieć powiedzieć - mówi Niezależnej.pl. poseł Stanisław Piotrowicz. Tym razem pułkownik Ireneusz Szeląg próbował podważać nawet opinię producenta urządzeń, którymi badano wrak. Tych samych używanych przez biegłych powołanych przez wojskowych śledczych. Trudno o absurdalniejszą sytuację. Poseł Antoni Macierewicz już zapowiedział złożenie wniosku o odwołanie prok. Szeląga ze stanowiska.

W trakcie wczorajszego posiedzenia Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka poseł Antoni Macierewicz pytał, na jakiej podstawie płk Szeląg uznał za wiarygodną ekspertyzę rosyjską, uzyskaną w ciągu jednego dnia od pobrania próbek, skoro tylko na pięciu z nich nic nie znaleziono, a pobrano ich znacznie więcej.

Prokurator Szeląg w pewnym momencie próbował nawet podważać opinię producenta sprzętu, jednak szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk Jerzy Artymiak przyznał, że „niektóre urządzenia użyte w Smoleńsku wykazywały faktycznie TNT”. Co ciekawe jeszcze miesiąc temu, Szeląg zapewniał, że biegli nie stwierdzili obecności jakichkolwiek materiałów wybuchowych.

Gdy wiceprzewodniczący komisji Stanisław Piotrowicz (PiS) spytał prok. Szeląga, dlaczego wprowadził w błąd opinię publiczną, szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej przeczytał zebranym temat posiedzenia i stwierdził, że nie ma tam mowy o wprowadzaniu w błąd, więc na takie pytania odpowiadał nie będzie.

Już miesiąc temu, gdy dziennikarze „Gazety Polskiej” chcieli zadawać pytania na konferencji prasowej prokuratury wojskowej, prok. Szeląg przerwał konferencję i wyszedł. Podobny scenariusz powtórzył się wczoraj. Z pomocą prokuratorom przyszedł przewodniczący komisji Ryszard Kalisz, który nie zważając na protesty zamknął obrady i uniemożliwił posłom opozycji zadawanie dalszych pytań. Nawet politycy PO narzekają już na fatalną politykę informacyjną prokuratury wojskowej.

- Myślę, że pan prokurator, a zarazem pułkownik Szeląg od dłuższego czasu zachowuje się nie jak prokurator, ale coś więcej. Warto chociażby wrócić do pierwszych słów, które wypowiedział podczas konferencji prasowej 30 października. Zaczął swoją wypowiedź od tego, że chciałby uspokoić opinię publiczna. Myślę, że to stwierdzenie płk. Szeląga rzutuje na cały charakter jego konferencji i może stanowić takie hasło przewodnie, które prokurator realizuje. Przejął się on rolą odpowiedzialności za to, co pomyśli społeczeństwo, dlatego postanowił uspokajać. Nie tego oczekuje się od prokuratury. Od uspokajania nastrojów społecznych są inni specjaliści. Teraz społeczeństwo oczekuje rzetelnej informacji, a tej prokuratura, mimo początkowych zapewnień o informowaniu na bieżąco, nie przekazuje. Gdy wsłuchamy się w to, co mówił na konferencji 30 października prok. Szeląg widać, że choć początkowo zaprzecza treści artykułu w „Rzeczpospolitej”, później już odpowiada wymijająco i pod koniec konferencji nie potwierdza, ani do końca nie zaprzecza tym informacjom. Te cechy dominowały także wczoraj. Nie rzetelność przekazu, ani fakty - choć tego właśnie oczekuje się od prokuratora. Tymczasem płk. Szeląg ucieka w komentarze, a to nie jest jego rola – tłumaczy w rozmowie z portalem Niezalezna.pl wiceprzewodniczący sejmowej komisji sprawiedliwości Stanisław Piotrowicz.

Poseł PiS jest oburzony postawą prokuratorów i zaskoczony unikaniem odpowiedzi na większość kluczowych pytań zadawanych przez członków komisji sprawiedliwości.

- Powiem szczerze, że nie spotkałem się dotychczas, żeby na konferencji prasowej przełożeni unikali odpowiedzi na pewne pytania do tego stopnia, żeby odwoływać się do decyzji swoich podwładnych. Tymczasem prokurator Szeląg, zobowiązany do udzielenia informacji mówił wprost, że czegoś nie wie, bo nie jest referentem sprawy, albo że o czymś powiedzieć nie może, bo taką decyzję może podjąć referent sprawy. Jeśli prok. Szeląg, który jest jednocześnie szefem Wojskowej Prokuratury Okręgowej i jej rzecznikiem uważał, że w grę może wchodzić materia, której on nie będzie znał, powinien zabrać ze sobą na posiedzenie komisji osoby, kompetentne, które mogłyby udzielić konkretnych informacji. Z drugiej strony jest to obecnie najważniejsze śledztwo w państwie i szef prokuratury powinien je dość dobrze znać. Ja przez 15 lat byłem szefem prokuratury i nie wyobrażam sobie sytuacji, żebym o najważniejszym śledztwie nie wiedział. Zachowanie prok. Szeląga traktowałem jako formę ucieczki, żeby o czymś nie musieć powiedzieć. W jednej sprawie odpowiadał, że nie może udzielić informacji, w innej tłumaczył, że nie ma potrzebnej wiedzy. Na komisji nie oczekujemy ogólników, tylko konkretów – tłumaczy Stanisław Piotrowicz w rozmowie z portalem Niezalezna.pl.

Macierewicz: Natychmiast odwołać Szeląga - zobacz całą rozmowę na vod. gazetapolska.pl