Henryk Kasperczak

Najbardziej rozpoznawalny polski trener w Europie i... Afryce. Były gwiazdor słynnej drużyny Kazimierza Górskiego z 1974 roku, jako szkoleniowiec wyrobił sobie nazwisko we Francji. W 1984 roku doprowadził FC Metz do zdobycia pucharu tego kraju, a w 1991 roku z Montpellier awansował do ćwierćfinał Pucharu Zdobywców Pucharów. Nad Sekwaną te osiągnięcia odbiły się szerokim echem, jednak prawdziwe sukcesy „Henri” osiągnął pracując na Czarnym Lądzie. Jego największe osiągnięcia to wicemistrzostwo Afryki z Tunezją i trzecie miejsce z Wybrzeżem Kości Słoniowej. W Polsce budował wielką Wisłę Kraków. Z Białą Gwiazdą min. trzy razy wygrywał ligę i awansował do 1/8 Pucharu UEFA.

Jako jedyny potrafił się postawić nieznoszącemu sprzeciwu ówczesnemu właścicielowi Wisły Bogusławowi Cupiałowi. Jak porywczy kochankowie – to kłócili się, to wracali do współpracy. Od trzech lat 74-szkoleniowiec spędza czas nudząc się na emeryturze. Sprzed kominka podniósłby się dla jednej, wymarzonej oferty – pracy z reprezentacją Polski. Jednak znając żywotność pana Henryka i ciekawym projektem klubowym pewnie by nie wzgardził.

Adam Nawałka

Wielu kibiców zastanawia się, jak to możliwe, że trener, który doprowadził reprezentację Polski do historycznego ćwierćfinału mistrzostw Europy, od marca 2019 roku pozostaje bez pracy. O ile brak wyjścia z grupy podczas mundialu w Rosji w 2018 roku, można by jeszcze od biedy przełknąć, to naprawdę poważną rysą na wizerunku byłego selekcjonera okazała się praca w Lechu Poznań, skąd został zwolniony zaledwie cztery miesiące od podpisania kontraktu. Ponoć do dymisji Nawałki świadomie słabą grą przyczynili się piłkarze „Kolejorza”, którzy nie chcieli znosić dyktatorskich rządów trenera.

Perfekcjonista Nawałka kazał zawodnikom spędzać po dziesięć godzin w klubie. Przywykli do lekkiego trybu życia futboliści szybko się zbuntowali. Po odejściu z Lecha plotkowano, że szkoleniowiec wyjedzie do Chin. Pojawiły się również pogłoski o tym, że jest kandydatem do objęcia Dynama Kijów. Ostatecznie nic z tego nie wyszło i trener siedzi w domu w rodzinnej Rudawie pod Krakowem. Elegancki, koneser wina, wielki miłośnik Italii i włoskiej piłki, marnuje swój zawodowy potencjał grając w tenisa i ćwicząc w przydomowej siłowni.

Maciej Skorża

Cudowne dziecko polskiej myśli szkoleniowej. Długo był przygotowywany do roli selekcjonera reprezentacji Polski. Był najbliższym współpracownikiem Pawła Janasa, kiedy ten prowadził kadrę podczas mistrzostw świata w 2006 roku. Kolekcjonował tytuły mistrzowskie – z Wisłą Kraków dwukrotnie wygrał Ekstraklasę, a potem dołożył jeszcze złoty medal z Lechem Poznań.

W 2012 roku Skorża postanowił sprawdzić się za granicą. Wyjechał do Arabii Saudyjskiej, gdzie objął Ettifaq FC. W kraju plotkowano, że pochodzący z Radomia szkoleniowiec, podpisał kontrakt na poziomie miliona dolarów, oczywiście netto, za sezon. Po dwunastu miesiącach zmęczony rozłąką z żoną i dwoma dorastającymi synami, nie zdecydował się na przedłużenie umowy. W 2018 roku ponownie zniknął z radarów prezesów polskich klubów i znów zawitał nad Zatokę Perską. Tym razem otrzymał ambitne zadanie wywalczenia z reprezentacją Zjednoczonych Emiratów Arabskich do lat 23 awansu na Igrzyska w Tokio. Te same, które później z powodu pandemii koronawirusa zostały przesunięte na 2021 rok. Najprostsza droga ku Japonii wiodła przez mistrzostwa Azji do lat 23. Jednak w ćwierćfinale na drodze ekipy pana Macieja stanął Uzbekistan. Skończyło się klęską 1:5 i trener mógł pakować walizki.

Od powrotu do Polski Skorża nie pracuje. Ma czas, co pozwala mu się oddawać ulubionemu zajęciu – oglądaniu relacji z wyścigów Formuły 1. W jednym z wywiadów trener opowiadał, ze podczas wizyty na Grand Prix Węgier siedział tak blisko toru, że z powodu huku częściowo stracił słuch w uchu. Znajomi Skorży twierdzą jednak, że nie przeszkadza mu to nasłuchiwać propozycji z Ekstraklasy, bo ponoć mocno już się stęsknił za trenerskim dresem.

Jacek Zieliński

Przez długi czas, było mocno niesprawiedliwie, nazywany wuefistą. Uciszył krytyków, kiedy z Lechem Poznań w sezonie 2009/2010 zdobył mistrzostwo Polski. Dokonał tego jako czwarty (!) trener w historii Kolejorza. Do tego dołożył Superpuchar Polski wywalczony również z Lechem, a wcześniej, w 2008 roku mógł się cieszyć ze zdobycia Pucharu Ekstraklasy z piłkarzami Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski. Z Lechem wiążą Zielińskiego najlepsze (mistrzostwo) i najgorsze wspomnienia w karierze trenerskiej. 3 listopada 2010 roku, na dwa dni przed meczem Ligi Europejskiej z Manchesterem City, został zwolniony. Marzył o starciu z The Citizens, to ponoć jego ulubiony klub zagraniczny. Wtedy murem za trenerem stanęli kibice, ale nic to nie dało. Lecha przeciwko MC poprowadził Hiszpan Jose Maria Bakero.

Zadra po tak podłym potraktowaniu tkwi w Zielińskim podobno do dziś. W środowisku mówi się o trenerze z Tarnobrzega, że to pracowity i przyzwoity fachowiec. W 2018 roku przed spadkiem z Ekstraklasy uratował Bruk-Bet Termalikę Nieciecza, a rok później Arkę Gdynia. Ciemną kartą w jego życiu jest wyrok za udział w tzw. aferze korupcyjnej. Pracując w Piaście Gliwice (2006 rok) na polecenie ówczesnych działaczy, wręczył sędziemu kopertę z pieniędzmi przeznaczonymi na ustawienie meczu. Został ukarany dwuletnią dyskwalifikacją w zawieszeniu na trzy lata Jednak Prokuratura we Wrocławiu złożyła wniosek o warunkowe umorzenie sprawy ze względu na epizodyczny charakter udziału trenera w całym zdarzeniu.

Leszek Ojrzyński

Piłkarze, z którymi pracował, mówią o nim, że jest twardy ale do bólu uczciwy. Krótko ostrzyżony, dobrze zbudowany, komandos. Prowadzone przez niego drużyny, może nie grały pięknie, ale skutecznie. Z bardzo przeciętnej Korony stworzył zespół, który w sezonie 2011/2012 do końca walczył o awans do europejskich pucharów. Nie udało się, ale to wówczas piłkarzy z Kielc zaczęto nazywać „bandą świrów” lub „bandą Ojrzyńskiego”. Na boisku walczyli jak lwy. Bez względu na to przeciwko komu grali. Ojrzyński największy szkoleniowy sukces odniósł w Gdyni. Z Arką zdobył Puchar i Superpuchar Polski (2017 rok).

Ostatnim jego miejscem pracy była Wisła Płock, której graczy szkolił od kwietnia do lipca 2019 roku, po czym złożył rezygnację. Ze względu na chorobę żony, którą musiał się opiekować. Niestety, w styczniu 2020 roku pani Urszula Ojrzyńska przegrała walkę z nowotworem. Mąż był przy niej do końca. Po rodzinnej tragedii zniknął z życia publicznego. Wyjechał do Liverpoolu, gdzie w drużynach młodzieżowych broni jego syn Jakub. Jednak kilka tygodni temu pan Leszek zadeklarował chęć powrotu do pracy.

Jan Urban

Na przełomie lat 80 – tych i 90-tych ubiegłego stulecia, jeden z najlepszych polskich napastników. Legenda Górnika Zabrze i jeszcze większa hiszpańskiej Osasuny Pampeluna. W annałach klubu z stolicy Nawarry zapisał się po tym, jak strzelił trzy gole Realowi w Madrycie. W reprezentacji Polski rozegrał 57 meczów i zdobył siedem bramek. Po zakończeniu kariery sportowej został szkoleniowcem młodzieży, a następnie drugiego zespołu Osasuny. Po powrocie do Polski objął Legię, z którą los kojarzył go dwukrotnie. Bilansem tego mariażu były po dwa triumfy w mistrzostwach Polski i krajowym pucharze. Doprowadził też Lecha do sukcesu w Superpucharze Polski.

Od lutego 2018 roku bez pracy. Typ trenera kolegi, który lubi pożartować z zawodnikami, prezentując hiszpański luz. Ale kiedy trzeba potrafi walnąć pięścią w stół. Na co dzień mieszka z żoną w Krakowie. Jego pasją są rowerowe wycieczki.

Paweł Janas

W pamięci młodszych kibiców zapisał się jako selekcjoner reprezentacji Polski, który podczas ogłaszania nominacji do kadry na mistrzostwa świata w Niemczech w 2006 roku, w trakcie telewizyjnego show, wprawił cały kraj w zdumienie komunikując, że na mundial nie zabiera ówczesnych gwiazd drużyny – Jerzego Dudka, Tomasza Frankowskiego, Tomasza Rząsy i Tomasza Kłosa. Szok pominiętych piłkarzy był tym większy, że jak później twierdził Frankowski, podczas zgrupowania poprzedzającego selekcję, nic nie wskazywało na to, że wspomniana czwórka zostanie odstrzelona. O decyzji pryncypała z telewizji dowiedział się nawet jego asystent Maciej Skorża.

Drugi raz „Janosik” zaskoczył wszystkich już podczas mistrzostw, kiedy na konferencję prasową wysłał... kucharza. Powyższe przykłady ekstrawagancji trenera, to jedna strona medalu. Z drugiej zna się na swoim fachu jak mało kto. To on jako pierwszy i jedyny szkoleniowiec w historii naszego futbolu, doprowadził polską drużynę - Legię w 1996 roku do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Oryginał, który ma swoje zdanie. Przesympatyczny gawędziarz. Kiedyś palił jak smok, a nowotwór gardła leczył terapią z whisky. Zapalony myśliwy. Kocha las i łono przyrody. Ale ciekawa propozycja z pewnością sprawiłaby, że opuściłby swoje ranczo położone w Puszczy Noteckiej w okolicy Wronek.

Dariusz Wdowczyk

Swego czasu pupil mediów. Przystojny, zawsze świetnie ubrany, elokwentny. A przede wszystkim kojarzony, jako trener, który w sezonie 2005/2006 doprowadził Legię do tytułu mistrza Polski. Zresztą „Wdowiec” już wcześniej znakomicie sprawdził się jako trenerski „pierwszoroczniak”. Podczas samodzielnego debiutu na trenerskiej ławce w kampanii 1999/2000, wygrał ligę z Polonią Warszawa. To u Wdowczyka piłkarskie szlify zdobywał późniejszy as reprezentacji Emanuel Olisadebe. Wydawał się murowanym kandydatem na selekcjonera kadry.

Jednak w 2002 roku przyjął ofertę z Korony Kielce, która zaważyła na jego zawodowym życiu do tego stopnia, że dożywotnio przekreśliła szanse na objęcie stanowiska trenera reprezentacji. 28 marca 2008 roku Wdowczyk został zatrzymany w związku z aferą korupcyjną w polskiej piłce. Zarzucono mu wręczanie korzyści majątkowych sędziom, w zamian za korzystne dla Korony prowadzenie meczów. Nie pomogły tłumaczenia, że kielecki klub jedynie bronił się łapówkami przed nieuczciwie grającymi rywalami, a wręczana kasa miała Koronie zapewnić tylko... sprawiedliwe sędziowanie. Trener przyznał się do winy i dobrowolnie poddał karze.

Sąd Rejonowy w Kielcach skazał Wdowczyka na trzy lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat, grzywnę 100 tysięcy złotych oraz trzyletni zakaz pracy w zawodzie trenera. Natomiast Wydział Dyscypliny PZPN ukarał go siedmioletnią dyskwalifikacją. Ostatecznie skrócono Wdowczykowi karę i mógł wrócić do pracy w zawodzie w 2012 roku. Po czarnym okresie w swoim życiu, pan Dariusz pracował w Pogoni Szczecin, Wiśle Kraków i Piaście Gliwice. Od września 2017 roku czeka na oferty.

Kazimierz Moskal

Pierwsza w historii polskiej piłki trenerska „ofiara” koronawirusa. Został wtedy zwolniony. Rzecz miała miejsce na początku maja tego roku, kiedy w całej Europie nastąpiła przymusowa przerwa w rozgrywkach spowodowana szalejącą pandemią. ŁKS, którego opiekunem był Moskal zamykał tabelę Ekstraklasy, ze znaczną stratą do miejsca zapewniającego utrzymanie, ale szkoleniowiec był pewien, że jest w stanie zachować ligowy byt. Miał żal, bo to on kilka miesięcy wcześniej, po siedmiu latach nieobecności w elicie, przywrócił ŁKS-owi Ekstraklasę.

Jako piłkarz „Kazek” był solidnym pomocnikiem. Zdobył w sumie cztery tytuły mistrza Polski ( po dwa z Wisłą Kraków i Lechem Poznań). Mówią o nim,że jest honorowy, do bólu przyzwoity i uczciwy. Trenerskiego fachu uczył się w ekipie Białej Gwiazdy, będąc asystentem takich fachowców jak Jerzy Engel, Dan Petrescu, Dragomir Okuka czy Adam Nawałka.

Franciszek Smuda

Barwniejszego trenera w historii polskiej piłki nie było i jeszcze długo nie będzie. Mistrz przaśnych kawałów i ciętych ripost. Kiedy prowadził Widzew Łódź, podczas konferencji prasowej dziennikarz zapytał go o występ jednego z ulubieńców – Rafała Siadaczki. Szkoleniowiec, niezadowolony z gry faworyta, prychnął tylko: „kaczka, sraczka, padaczka, Siadaczka...”. Dla piłkarzy, którym zaufał i w których wierzył, był jak ojciec. Tych, których nie akceptował, pozbywał się z drużyny bez skrupułów.

Jest drugim, po Pawle Janasie, trenerem który wprowadził polski zespół do fazy grupowej Ligi Mistrzów – Widzew Łódź (sezon 1996/97). Zarzuca mu się, że jako selekcjoner kadry popełnił szereg błędów, przez które Polska nie wyszła z grupy podczas „naszych” mistrzostw Europy w 2012 roku. Po Euro wyjechał do Niemiec, by uratować przed spadkiem z 2. Bundesligi Jahn Ratyzbonę. Nie udało się, ale i tak kibice tego klubu powinni postawić „Franzowi” pomnik za to, że dzięki jego staraniom doprowadzono do porządku zaplecze stadionu – budynek klubowy i szatnie. Przed przyjściem Smudy mocno zapyziałe.

Doprowadził Widzew do dwóch tytułów mistrza Polski, raz wygrał ligę z Wisłą Kraków, a do tego dołożył Superpuchar Polski zdobyty z Lechem. Ma dwa obywatelstwa: polskie i niemieckie. Na bezrobociu – emeryturze od 2019 roku, kiedy to 2 kwietnia został zwolniony z zaledwie 2. ligowego Górnika Łęczna. Małżonkę okulistkę poznał w Krakowie, gdzie do dziś mieszkają. Kiedy grał w Legii, jego najlepszym kolegą był Kazimierz Deyna.

Panowie prezesi. Znacie już naszą, bardzo subiektywną, listę trenerów do wzięcia. Zatem liczydła w dłoń i szacujemy na kogo nas stać. Oby tylko klubowe budżety to wytrzymały...