Bart Staszewski prowadził swego czasu prowokacyjną akcję "Strefy wolne od LGBT w Polsce" polegającą na umieszczeniu pod nazwą miejscowości tablicy z napisem "Strefa wolna od LGBT" w kilku językach, następnie zdjęcia z taką - bezprawnie umieszczoną, a wyglądającą na urzędową - tablicą publikuje w swoich mediach społecznościowych i prowadzonych przez siebie portalach w języku angielskim i polskim. Przekaz, jaki szedł w świat, był jasny: w Polsce istnieją "strefy wolne od LGBT". O tym, że sam przykręcał takie tabliczki, Staszewski oczywiście nie informował opinii publicznej. 

O akcji Staszewskiego krytyczny tekst napisała nawet "Gazeta Wyborcza", jednak sam aktywista ostro skrytykował media Adama Michnika i artykuł... zniknął z internetu.

Nie znikną natomiast pozwy, jakie gminy, które padły ofiarą działań aktywisty, złożyły w sądach. Informowaliśmy, że na taki pozew zdecydowała się gmina Zakrzówek, a wczoraj ogłoszono, że do sądu idzie także gmina Tuszów Narodowy. Obu gminom pomaga Reduta Dobrego Imienia. 

- Gdyby nie te pozwy, to przeciętny Europejczyk czy Amerykanin mógłby myśleć, że to prawda. Pamiętajmy, jak na zachodzie Europy czy w USA brzmią takie słowa. Dla nich to przedłużenie słów o "strefach wolnych od Żydów" z okresu Holokaustu. Naszym zdaniem Staszewski po prostu przedstawia Polaków tak, jakby byli nazistami. Dlatego trzeba przeciwko temu występować, bo rzutuje to na polskie bezpieczeństwo narodowe. Właśnie dlatego Reduta Dobrego Imienia wspiera Tuszów Narodowy organizacyjnie i prawnie w tej sprawie

-  zaznaczył prezes Reduty Dobrego Imienia Maciej Świrski.

Tymczasem, Staszewski żali się w mediach społecznościowych. "Kolejny dzień - kolejny pozew" - pisze na Facebooku. Nie poczuwa się do odpowiedzialności za swoją akcję.

- To nie ja jestem kłamcą, to nie ja wymyśliłem haniebne uchwały i nie ja je przegłosowałem. Gminy podkreślają, że boją się stracić środki unijne, więc postanowiły pozwać mnie za moją akcję

- pisze Staszewski.

Co więcej - nie zamierza on przerywać swoich działań...

- Nie mam obaw i zamierzam kontynuować projekt. Jesteśmy dumni i nie damy się zastraszyć!

- stwierdza, ogłaszając... zbiórkę pieniędzy na jednej z internetowych platform. "Wsparciem w wysokości jednej kawy na miesiąc, możesz pomóc mi działać" - pisze, wskazując także na swoje liczne postępowania sądowe.