Premier Mateusz Morawiecki zaprezentował kandydatów na nowych członków rządu. W randze wicepremiera ma się w nim znaleźć prezes PiS Jarosław Kaczyński (według informacji PAP ma nadzorować MON, MSWiA i MS). Do rządu wraca lider Porozumienia Jarosław Gowin, który jako wicepremier pokieruje ministerstwem rozwoju, pracy i technologii. Nowym ministrem edukacji i nauki ma zostać poseł Przemysław Czarnek, a rolnictwa - dotychczasowy wiceszef resortu funduszy i polityki regionalnej poseł Grzegorz Puda.

Morawska-Stanecka podkreśliła na antenie Polsat News, że są to wyłącznie drobne zmiany wynikające z kłótni na prawicy.

Zbigniew Ziobro walczył o wpływy, w związku z czym Jarosław Kaczyński musiał wejść do rządu, żeby pilnować Zbigniewa Ziobry, bo tak naprawdę to my jeszcze nie wiemy, co będzie robił. Najprawdopodobniej będzie pilnował, żeby Zbigniew Ziobro za bardzo nie zagrażał Mateuszowi Morawieckiemu.
- stwierdziła senator.
Jej zdaniem prezes PiS „już dawno powinien znaleźć się w rządzie i odpowiadać za to, co rząd robi, bo tak to nie odpowiadał za nic”. 

Był po prostu zwykłym posłem, który i tak sterował z tylnego siedzenia, a nie ponosił absolutnie żadnej odpowiedzialności. To, że wszedł do rządu, będzie powodowało faktycznie to, że kiedyś będzie można i jego rozliczać za to, co ten rząd będzie robił. A co będzie robił to zobaczymy.
- zaznaczyła.

Najwięcej emocji wywołuje jednak w przypadku senator Morawskiej-Staneckiej nominacja Przemysława Czarnka na ministra edukacji i nauki. 
Jest on niegodny tego, żeby być ministrem w polskim rządzie. Myśleliśmy, że po pani Annie Zalewskiej już nie może być gorzej w edukacji. Okazuje się, że może. To skandaliczna nominacja, bo jest to homofob, człowiek, który mówił, że społeczność LGBT to nie ludzie, który w zasadzie nie szanuje podstawowych wartości UE. Wczoraj słyszeliśmy o kolejnym zabójstwie dwunastolatki z powodu nagonki homofobicznej, a to właśnie ta osoba ministra jest też odpowiedzialna za tę nagonkę, bo mówi się, że to w kampanii wyborczej ostra polemika. Nie, to są słowa, które nigdy od przedstawiciela nauki, od posła nie powinny paść.
- przekonywała wicemarszałek Senatu.