Ustawa o ochronie zwierząt. "Liczba mitów jest ogromna"

"PiS oszukało rolników, wieś" - takie hasła często pojawiają się w internetowych komentarzach, jak również wśród konkurentów politycznych Prawa i Sprawiedliwości. Chodzi oczywiście o słynną już ustawę o ochronie zwierząt. O przekłamaniach dotyczących spraw rolników mówił dziś poseł Krzysztof Sobolewski - w "Dziennikarskim Pokerze" Telewizji Republika.

- Rzeczywistość jest inna. Ustawa o ochronie zwierząt rolników nie dotyka. Mamy sygnały i informacje o tym, że są oczekiwania, żeby zmienić niektóre przepisy i będziemy starali się ustawę zmodyfikować na etapie senackim

- stwierdził Sobolewski w rozmowie z redaktor Dorotą Kanią.

- Ta ustawa nie dotyczy rolnictwa w całości, jedynie dotyczy przemysłu futrzarskiego. To kolejne mity, które chcemy obalać. Zapotrzebowanie na futra spada, więc ten przemysł jest mikroskopijną skalą, spada jego znaczenie. Nikt nie zakazuje hodowli zwierząt futerkowych. Jest natomiast zakaz, aby zwierzęta te były hodowane wyłącznie w celach przerobu na futra. Dlatego jest kilka mitów, z którymi będziemy starali się mierzyć. Główny to ten, że nikt nikomu nie chce miru domowego zakłócać

- zaznaczył.

Sobolewski dodał również, że skala nieprawdziwych informacji, jakie pojawiają się w kontekście ustawy o ochronie zwierząt, jest naprawdę bardzo duża. 

- Słyszymy o tym, że liczba mitów jest ogromna i to widać też w sieci, gdzie widać wpływ osób, które poczuły się zagrożone. Nie zostawimy też bez pomocy osób, które zajmowały się do tej pory tym przemysłem i będą w tej kwestii wprowadzone przepisy, które będą przewidywały rekompensaty dla tych osób. Jest szeroka gama osób, która dotyczy tej ustawy, ale nie mieści się w niej to, co próbują przekazać lobbyści futerkowi, niestety za pośrednictwem niektórych dziennikarzy

- podkreślił szef Komitetu Wykonawczego PiS. 

Parlament Europejski. Kiedy koniec "grillowania" Polski?

Czy jest szansa, żeby nieustanne grillowanie Polski w Parlamencie Europejskim ustało? - takie pytanie usłyszał gość "Dziennikarskiego Pokera" w odniesieniu do negatywnego nastawienia unijnych polityków do Polski. Objawia się ono kolejnymi dyskusjami o "praworządności", jak również groźbami obcinania unijnych funduszy.

- Dopóki w Parlamencie Europejskim większość będą mieli przedstawiciele o poglądach i ideologiach lewicowych, bo ideologia LGBT to też jest ideologia lewicowa, to będziemy tymi, którzy będą na celowniku lewicowych organizacji i partii. U nich w programie na pierwszym miejscu nie są postawione rodzina, kościół czy wartości chrześcijańskie. To dla nich sól w oku. Dopóki będzie taka większość w Parlamencie Europejskim, będziemy musieli z tym się mierzyć i z tym walczyć

- powiedział Krzysztof Sobolewski. 

List ambasadorów. "Nie tylko w Polsce zostało to przyjęte bardzo źle"

Ambasadorzy kilkudziesięciu krajów w Polsce wyrazili w liście otwartym poparcie dla wysiłków na rzecz podniesienia świadomości społecznej na temat problemów dotykających m.in. społeczności gejów, lesbijek, osób biseksualnych, transpłciowych i interpłciowych (LGBTI) w Polsce. Sporządzanie listu koordynowała Ambasada Królestwa Belgii w Polsce. List spotkał się z ostrą reakcją premiera Mateusza Morawieckiego.

Co o liście ambasadorów miał do powiedzenia Krzysztof Sobolewski?

- Przypomnę ambasadorom, że w Polsce w ponad 1000-letniej historii można policzyć bez liku przykłady, kiedy to Polska stała się oazą wolności i swobód religijnych, poglądowych, społecznych, przygarniając grupy społeczne, religijne, etniczne z państw, które je prześladowały

- dodał.

Gość "Dziennikarskiego Pokera" dał też radę ambasadorom, którzy podpisali się pod listem:

Dla niektórych z tych ambasadorów miałbym taką radę, że chyba dawno nie byli we własnych krajach, bo nie wiedzą co tam się dzieje, próbują coś zarzucać Polsce, więc może czasami udaliby się do własnego kraju, zobaczyli co tam się dzieje i wtedy być może 100 razy by się zastanowili nad tym, czy podpisać się pod takim listem jeszcze raz. Jeden z sygnatariuszy tego listu, czyli m.in. ambasador Ukrainy, został mocno skrytykowany przez większość parlamentarną ukraińską, gdzie w parlamencie Ukrainy jest grupa 307 deputowanych, tzw. grupa rodziny, która ostro zaprotestowała i domaga się, aby pan ambasador wycofał się z tego podpisu. Są sygnały, że nie tylko w Polsce zostało to przyjęte bardzo źle.